Blog ten, prowadzony w 2015 roku, nie jest już aktualizowany. Był poświęcony historii i teraźniejszości obszaru dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice w Poznaniu. Autor gromadził i publikował materiały dotyczące wydarzeń, które miały miejsce na tym terenie od czasów średniowiecza – od 1388 r., gdy nazwa należącej do rycerzy maltańskich (joannitów) wsi Krzyżowniki po raz pierwszy została odnotowana w źródłach pisanych – aż po aktualne wydarzenia na Smochowicach. Czytelnik znajdzie tu również wyjaśnienie pochodzenia oraz znaczenia obu tych nazw.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Darowizna państwa Jaskułów


Dziś publikuję kolejny, już historyczny dokument, którego w blogu będącym czymś na kształt kroniki Krzyżownik i Smochowic zabraknąć nie może. Jest to akt notarialny, którym Stanisław Jasukuła, rolnik z Krzyżownik, podarował gminie Tarnowo Podgórne parcelę pod budowę szkoły przy dzisiejszej ul. Leśnowolskiej. 

Notarialny akt darowizny
gruntu pod budowę
szkoły w Krzyżownikach

(kliknij, aby powiększyć)
Stanisław i Katarzyna Jaskułowie byli jednymi z bardziej majętnych mieszkańców wsi. Ich gospodarstwo znajdowało się przy dzisiejszej ul. Słupskiej i przed parcelacją w 1952 r. obejmowało obszar od ul. Słupskiej na zachodzie, do dzisiejszej ul. Elbląskiej na wschodzie.  Małżeństwo Jaskułów było jak dotąd chyba największymi dobroczyńcami tutejszej społeczności; to dzięki ich darowiźnie w 1934 r. Krzyżownikach powstał cmentarz parafialny i, tuż przed wybuchem II wojny światowej, nowa szkoła (stara, o wiele mniejsza, znajdowała się w budynku przy ul. Słupskiej 60). 

Notarialny akt darowizny parceli pod budowę szkoły został spisany w kancelarii dr Witolda Jeszkego w dniu 7 grudnia 1935 r. W kancelarii „stawił się osobiście znany i do działań prawnych zdolny: Jaskuła Stanisław, rolnik, zamieszkały w Krzyżownikach, powiat Poznań”, i oświadczył m.in.: 

„Jako właściciel nieruchomości, zapisanych w księgach wieczystych Krzyżowniki powiat Poznań (…) zapisani są ja, Stanisław Jaskuła i żona moja Jaskułowa Katarzyna w małżeńskiej wspólności majątkowej. Niniejszym zaofiarowuję Gromadzie Krzyżowniki i Gminie Tarnowo-Podgórne zawarcie następującego kontraktu darowizny(…): przyczem oświadczam, że żona moja Jaskułowa Katarzyna przystąpi do niniejszego dokumentu oddzielnym aktem notarjalnym. 

Grunty Jaskułów przed parcelacją
w 1952 r. na aktualnym planie osiedla
(kliknij, aby powiększyć)
Paragraf pierwszy. Stanisław i Katarzyna Jaskułowie darują niniejszym Gromadzie Krzyżowniki i Gminie Tarnowo-Podgórne na tychże wyłączną własność z opisanych wyżej nieruchomości następnie bliżej oznaczoną parcelę: Powierzchnia przedmiotowej parceli wynosi osiemtysięcy pięćset metrów kwadratowych i położona jest w Krzyżownikach przy granicy nieruchomości Piechockiego Stanisława z Krzyżownik. Długość tej parceli wynosi mniejwięcej stotrzydzieści metrów, a długość mniejwięcej pięćdzesiątpięć metrów. Granice tej parceli są na miejscu uwidocznione. 

Paragraf drugi. Stanisław i Katarzyna małżonkowie Jaskułowie darują opisaną wyżej parcelę pod budowę szkoły siedmioklasowej powszechnej.

Paragraf trzeci. Oddanie darowanej parceli w posiadanie obdarowanej nastąpi po przyjęciu niniejszej oferty. Użytki i ciężary przechodzą na obdarowaną Gromadę Krzyżowniki i Gminę Tarnowo-Podgórne z dniem oddania parceli w posiadanie. 

Paragraf czwarty. Przewłaszeczenie nastąpi po przyjęciu niniejszej oferty przez obdarowaną oraz po zatwierdzeniu umowy darowizny przez właściwe władze administracyjne. 

 (…) Wartość przedmiotu podaję na tysiąc dwieście złotych. (…) Przyjęcie niniejszej oferty uważać należy za dokonane przez złożenie odnośnych oświadczeń do protokołu notarjalnego. Przyjęcie tej oferty nastąpić winno do dnia trzydziestego kwietnia tysiącdziewięćsettrzydziestegoszóstego roku”. 

Szkoła rzeczywiście powstała, a w jej murach wychowała się już kilka pokoleń mieszkańców Krzyżownik-Smochowic. 

Ale w tej beczce miodu jest także łyżka dziegciu. Otóż w połowie lat 90 XX w. okazało się, że stan prawny działki, na której stoi obecny Zespół Szkół nr 1 w Poznaniu nadal pozostaje nieuregulowany. Stanisław Jaskuła zaznaczył w akcie darowizny, że jego żona Katarzyna „przystąpi do niniejszego dokumentu oddzielnym aktem notarialnym” i że „przewłaszeczenie nastąpi po przyjęciu niniejszej oferty przez obdarowaną [gminę] oraz po zatwierdzeniu umowy darowizny przez właściwe władze administracyjne”. Niestety, nie udało się odnaleźć dokumentów świadczących o tym, że Katarzyna Jaskułowa potwierdziła darowiznę męża, ani dokumentów świadczących o tym, że Gmina Tarnowo Podgórne taką darowiznę przyjęła. Wydaje się, że nie mogło być inaczej, skoro zdecydowano o budowie szkoły. Może dokumenty zaginęły podczas wojny? Niewykluczone jednak, że tych formalności po prostu nie dopełniono. Tak czy inaczej w 1999 r. przedstawiciele miasta byli zmuszeni zawrzeć ze spadkobiercami Katarzyny Jaskułowej ugodę w tej sprawie. Ale o jej warunkach i trudnościach z tym związanych napiszę w jednym z kolejnych wpisów. Podobnie jak o parcelacji pozostałego gruntu Jaskułów w 1952 r.

czwartek, 19 lutego 2015

Miecz z Krzyżownik


W katedrze w Poznaniu, u szczytu północnej nawy, eksponowana jest replika tzw. miecza św. Piotra, którego oryginał znajduje się w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego. Niestety, o jego istnieniu, pochodzeniu i legendzie go otaczającej wie niewielu poznaniaków (można o tym przeczytać klikając tutaj).

Lecz nie tylko katedra poznańska, ale także Krzyżowniki-Smochowice mają „swój” miecz – nie otacza go żadna legenda, ale za to jest o setki lat starszy od tego z Ostrowa Tumskiego. Jest to znajdujący się w zbiorach Muzeum Archeologicznego w Poznaniu miecz pochodzący z czasów kultury łużyckiej, a więc środkowej i młodszej epoki brązu (ok. 1300-400 r. p.n.e.). 

Miecz z Krzyżownik
(kliknij, aby powiększyć)

W 1910 r. znalazł go w Krzyżownikach, na torfowisku nad Jeziorem Kierskim, gospodarz Paul właściciel tego terenu, i powiadomił rezydującego w Dopiewie komisarza dystryktu Rainersa. Podczas okupacji, ok. 1940 r., niemiecki pracownik Muzeum Archeologicznego w Poznaniu (wówczas Landesamt für Vorgeschichte Posen) sporządził kartę katalogową opatrzoną rysunkiem poglądowym. Oto jej tłumaczenie:  

„F.O. [?] Steineck (Krzyzownik). Powiat poznański zachodni

Miecz z brązu, z torfowiska (nad jeziorem) będącego własnością Paula z Krzyżownik.

Owalna rękojeść, dyskoidalna, wklęsła głowica i płaski guz. Podobno znaleziony przez rolnika nad Jeziorem Kierskim. Na rękojeści wybity ornament, częściowo złuszczony. W górnej części głowicy również wybity ornament, który na skutek odpadnięcia powierzchni jest poważnie zniszczony. Wszystkie linie są poczwórne, z wyjątkiem małych kółek z liniami okalającymi.

Informacja od komisarza dystryktu Rainersa. Dopiewo, 27 kwietnia 1910 r.”

Karta katalogowa sporządzona w 1940 r.
(kliknij, aby powiększyć)

Dlaczego w kościele parafialnym w Krzyżownikach-Smochowicach, w jakimś widocznym miejscu, nie miałaby zawisnąć replika miecza tutaj znalezionego? Jeśli ktoś chciałby ofiarować wotum dziękczynne, to z radością odstąpię mu ten pomysł. A może w ogóle dałoby się jakoś rozsądnie wykorzystać wizerunek krzyżownickiego miecza, choćby jako przypomnienie, że tutaj również działa się historia.

Oryginalny zapis na karcie katalogowej brzmi: F. O. Steineck (Krzyzownik) Kr. Posen-West. Mbl. Im Torfmoor (am See) von Bes. Paul – Krz. Bronzenschwert. ovalen Griff, scheibenförmiger, konkaver Knauf & Flacher Knopf. Angeblich gefunden von einem Bauern am Ketscher See. Das gepunzte Ornament am Griffe z. T. abgeblättert. Auf der Oberseite des Knaufs ebenfalls ein gepunztes Ornament das durch Abspringen der Oberflache stark zerstört ist. Mit Aus, nähme der kl. Kreise nicht der Umfassungslinien geien alle Nach. Mitteilung v. Distriktkomissar Rainers. Dopiew am 27 IV 10. 


(źródła: Cyfrowe Repozytorium Lokalne Poznań CYRYL, Nawrot E., Dzieje Kiekrza i okolicy, Poznań 2000).

poniedziałek, 16 lutego 2015

Sejm niemy, czyli Wybory do Rady Osiedla
(podaj dalej!)


Na początek kilka aktualnych informacji. Otóż 22 marca odbędą się wybory do Rady Osiedla Krzyżowniki-Smochowice. Trudno odnieść wrażenie, aby komukolwiek zależało, żeby informacja o tym dotarła do mieszkańców – facebookowa strona „Nasze Krzyżowniki-Smochowice” nie jest aktualizowana od pięciu miesięcy, a strona Rady Osiedla leży trupem już niemal od roku. 

Fotografia protokołu wyborczego z 2011 r.
(kliknij, aby powiększyć)
O ile do administratora „Naszych Krzyżownik-Smochowic” nie można mieć żadnych pretensji – może pisać lub nie, bo to jego prywatna inicjatywa – o tyle do Rady Osiedla już tak, bo w dobie dzisiejszej Internet jest jednym z podstawowych narzędzi budowania więzi lokalnych, co Rada ma zapisane w Statucie i z czego, jak widać, zupełnie się nie wywiązuje. Zadziwiające jak wiele wysiłku (i papieru) włożono, żeby do każdego domu na Smochowicach dotarła informacja o budzącej tyle kontrowersji „strefie uspokojonego ruchu”, a jak niewiele, żeby mieszkańcy Osiedla dowiedzieli się o nadchodzących wyborach, a przede wszystkim o możliwości zgłaszania kandydatów. Ale tak było chyba zawsze, bo przed czterema laty o jeden mandat radnego statystycznie ubiegało się zaledwie 1,4 kandydata! Co więcej, każdy wyborca może zagłosować na aż 15 kandydatów (tylu, ile jest mandatów), co w rzeczywistości, przy faktycznym braku kampanii, oznacza że część wyborców po zakreśleniu osób im znanych zakreśla tych, których nazwiska brzmią znajomo lub po prostu im się podobają – takie rozwiązanie wprowadzono chyba po to, żeby nie powodować wrażenia, że do Rady Osiedla można wejść dzięki poparciu samych tylko członków rodziny i najbliższych sąsiadów. 

Więcej informacji o wyborach pojawi się pewnie dopiero wówczas, gdy minie termin rejestracji, a mieszkańcom zostanie przedstawiona lista doborowych kandydatów (doborowych, bo dobranych we własnym gronie - i jest to patologia dotykająca wielu osiedli).

Zatem polecam uwadze Czytelników fakt, że tylko do 20 lutego (najbliższy piątek) można zgłaszać kandydatów na radnych. Trzeba być pełnoletnim, mieszkać na terenie Osiedla (nie trzeba być zameldowanym, wystarczy np. figurować w spisie wyborców ubiegłorocznych wyborów samorządowych), otrzymać poparcie 10 współmieszkańców i mieć jakiś rozsądny pomysł, żeby nie pobierać tych 350 zł diety za nic. Zachęcam tym więcej, że 2/3 dzisiejszego składu rady to ludzie, którzy zasiadają w niej od dwóch lub więcej kadencji – skoro w ubiegłym roku poznaniacy przewietrzyli Urząd Miasta, to może warto, żeby do Rady Osiedla weszli ludzie młodzi i tacy, którzy w niej jeszcze nie zasiadali (zastrzegam, że nie jest to apel wymierzony przeciwko p. Alojzemu Szelejewskiemu, który przez dziesięciolecia działalności – jej intensywności ustępuje tylko jego osobista skromność – zyskał na Osiedlu grono stałych wyborców i z pewnością znajdzie się w składzie Rady kolejnej kadencji; i bardzo dobrze, bo przecież warto zachować jakąś ciągłość). 

Zachęcam również do zgłaszania się kandydatów do komisji wyborczej – dieta w tegorocznych wyborach do Rad Osiedli wynosi wprawdzie 190 zł dla przewodniczącego, 170 zł dla jego zastępcy i 160 dla członka komisji, ale to nie jest ciężka praca. Na ten temat też panuje cisza, bo po co ma się dowiedzieć ktoś spoza rodzin urzędników. A czas goni, bo termin również upływa w najbliższy piątek. 

I jak nigdy dotąd zachęcam do linkowania tego tekstu w blogu oraz do „polubień” i „udostępnień” na facebooku – może dzięki temu uda się dotrzeć z informacją o wyborach do większej liczby osób. 

Druki zgłoszeń kandydatów na radnych i członków komisji można pobrać klikając tutaj.


Ze względu na charakter tego blogu byłoby niedobrze, gdyby w dzisiejszym wpisie zabrakło części 'historycznej', nawet skromnej. Zatem w nawiązaniu: 

Wybory do Rady Osiedla w 2011 r. 

Przed czterema laty, 20 marca 2011 r. w Poznaniu odbyły się wybory do Rad Osiedli. W Krzyżownikach-Smochowicach o 15 mandatów ubiegało się 22 kandydatów. W wyborach wzięło udział 765 spośród 6282 mieszkańców uprawnionych do głosowania, zatem frekwencja wyniosła 12,18% (na sąsiednich osiedlach: w Kiekrzu 8%, na Woli 14,5 % i na Ławicy 11,5%). W wyniku wyborów skład Rady Osiedla na czas kadencji 20.03.2011–20.03.2015 weszły następujące osoby: Alojzy Tadeusz Szelejewski, który zdobył 472 głosy poparcia, Eugeniusz Gąsiorek z 422 głosami poparcia, Bożena Stradowska-Adamska z 372 głosami, Maciej Jakub Wudarski z 356 głosami, Monika Bykowska z 322 głosami, Andrzej Dłutkowski z 315 głosami, Robert Radecki z 310 głosami, Jakub Jan Niewczyk z 309 głosami, Grzegorz Zawieja z 298 głosami, Henryk Czajewicz z 294 głosami, Ryszard Cielewicz z 276 głosami, Maria Teresa Kaniewska z 267 głosami, Anna Kierych-Mieloch z 265 głosami, Elżbieta Węgrzynowicz z 263 głosami i Maria Faligowska-Łuczak z 256 głosami. 

Pozostali kandydaci – Dorota Matkowska, Paweł Śledziejowski, Andrzej Czarnecki, Barbara Czeszewska, Piotr Montowski, Zbigniew Gruźlewski i Piotr Szaroleta – nie zdobyli odpowiednio wysokiego poparcia wyborców i nie weszli w skład rady. 

(w kolejnych wpisach postaram się podawać wyniki wyborów z lat wcześniejszych).

środa, 11 lutego 2015

Droga na Pniewy, Szosa Berlińska, Skwierzyńska, Dąbrowskiego…


Główną arterią komunikacyjną przecinającą Osiedle Krzyżowniki-Smochowice w Poznaniu jest ulica Jana Henryka Dąbrowskiego. Ale przecież nie zawsze gen. Dąbrowski był jej patronem. Przyjrzyjmy się zatem historii ulicy pod kątem jej zmieniających się nazw.  

Ul. Dąbrowskiego na obszarze
Krzyżownik-Smochowic
Obecna ul. Dąbrowskiego została wytyczona przez władze pruskie w 1828 r. jako szosa pocztowa łącząca Poznań z Berlinem i była nazywana Berliner Chausse lub Poststraße. W 1900 r., gdy włączono Jeżyce do Poznania i granica miasta przesunęła się z wałów fortecznych (na wysokości dzisiejszego Mostu Teatralnego) do północnego-zachodniego krańca poligonu w Ławicy (dzisiejszych ulic Margonińskiej i Wyrzyskiej), poznański odcinek drogi zyskał nazwę Grosse Berlinerstraße; nazwa drogi poza miastem nie uległa zmianie. Oczywiście polscy mieszkańcy tych okolic nie używali nazwy niemieckiej, ale mówili o niej jako o „trakcie pniewskim” lub po prostu „drodze na Pniewy” (o tym, jak przebiegały granice Poznania w czasach od 1900 r. można przeczytać klikając tutaj). 

Po odzyskaniu niepodległości i polonizacji nazw ulic Große Berlinerstraße została przemianowana na ul. Dąbrowskiego (19 sierpnia 1919 r.)nazwa nie miała na celu jedynie uhonorowania twórcy Legionów Polskich walczących u boku napoleońskiej Francji, ale także wspomnienie faktu, że w 1806 r. właśnie tą drogą gen. Jan Henryk Dąbrowski przybył do Poznania, którego mieszkańcy chwycili za broń przeciw Prusakom (otóż to, w 1806 r. wybuchło pierwsze zwycięskie powstanie wielkopolskie). Droga na odcinku pozamiejskim, na obszarze ówczesnej gminy Tarnowo Podgórne (zaczynającej się w Smochowicach), została nazwana ul. Skwierzyńską. Dlaczego nie „Pniewską”, skoro taka potoczna nazwa już funkcjonowała? Za Pniewami droga ta rzeczywiście prowadziła do Skwierzyny, ale nie tylko o to chodziło – zdaje się, że stała za tym chęć wspomnienia miasta, którego w 1919 r. nie udało się opanować powstańcom i które pozostało w granicach Niemiec jako Schwerin an der Warthe

W 1939 r., po włączeniu Poznania do III Rzeszy Niemieckiej ul. Skwierzyńską przemianowano na Karinstraße a ul. Dąbrowskiego na Saarlandstraße. W 1940 r., pomimo przyłączenia gromady Krzyżowniki do Poznania tym dwóm ulicom nie nadano wspólnej nazwy.

W 1945 r. przywrócono przedwojenne nazwy Skwierzyńska i Dąbrowskiego. Po sześciu latach, 15 kwietnia 1951 r. uchwałą Miejskiej Rady Narodowej w Poznaniu przyłączono ul. Skwierzyńską do ul. Dąbrowskiego, a następnie ul. Dąbrowskiego przemianowano na… ul. Dąbrowskiego, tyle że z Jana Henryka – napoleońskiego generała, na Jarosława – rewolucjonistę i dowódcę Komuny Paryskiej. Stało się tak w ramach usuwania patronów „obcych ideologicznie, a nawet wrogich idei ustroju socjalistycznego, oraz stanowiących nieraz smutne pamiątki po niechlubnej pamięci okresie faszystowsko-kapitalistycznym”. 

Co ciekawe, o takiej zmianie zwykli mieszkańcy mieli się dowiedzieć dopiero po 27 latach, w 1978 r., gdy Miejska Rada Narodowa wprowadziła obowiązek umieszczania na tablicach z nazwami ulic obok nazwisk patronów także ich imion. Niektórzy mieszkańcy Smochowic byli nieco zdziwieni. Jeden z moich krewnych zapamiętał z tamtych czasów taką rozmowę pomiędzy dwoma pasażerami czekającymi na autobus na przystanku przy ul. Tatrzańskiej: 

– Widziałeś, powiesili nową tablicę [z nazwą ulicy].
– To generał Dąbrowski nie był Henryk tylko Jarosław?
– Ten z hymnu to był Jan. Jan Henryk. Jak Dąbrowski do Poznania po szwedzkim zaborze…
– Chyba Marsz, marsz Dąbrowski?
– No też. Ale jego imienia i tak tam nie ma.
– Może miał w dowodzie Jarek, a wszyscy mówili Janek. Moja ma w dowodzie Cecylia, a wszyscy mówimy Czesia. I z tego też same kłopoty, bo dzieciaki wszędzie podają imię matki: Czesława.

W 1990 r. Rada Miasta przywróciła ulicy jej patrona z lat 1919-1951 – Jana Henryka Dąbrowskiego. I taki napis do dziś widnieje na tablicach.  

Warto dodać, że przebiegająca przez dzisiejsze osiedle ul. Dąbrowskiego w II Rzeczpospolitej miała status drogi pierwszej klasy, podczas okupacji niemieckiej była częścią Reichstraße 114, po II wojnie światowej była drogą o statusie szosy głównej, w latach 1962-1985 była częścią drogi międzynarodowej E-8, później drogi krajowej nr 2, a od 2005 r. drogi krajowej nr 92. 

(źródła: Cellier E., Powiat poznański pod względem dziejowym, Poznań 1887; Gąsiorowski A., Nazwy poznańskich ulic. Przemiany i trwanie: wieki XIV-XX., w: Kronika Miasta Poznania nr 3-4/1952; Zalewski Z., Nazwy ulic w Poznaniu, Poznań 1926; zbiory map i planów poznania w: Cyfrowe Repozytorium Lokalne Poznań)

wtorek, 10 lutego 2015

Maraton przez Krzyżowniki

Osiedle Krzyżowniki-Smochowice zdają się być dosyć usportowione, o czym świadczą organizowane tutaj imprezy w rodzaju Ogólnopolskiego Wyścigu Kolarskiego im. Bogdana Jańskiego czy „Biegu po zdrowie” oraz np. działalność Uczniowskiego Klubu Sportowego „Smoki”. Maciej Wudarski, radny osiedlowy i nowo mianowany wiceprezydent Poznania też buduje swój wizerunek m.in. w oparciu o sport (jak wynika z jego profilu na facebooku nie tylko pływa i jeździ na rowerze, ale od jesieni jest także początkującym biegaczem). Warto tutaj wspomnieć, że jego polityczna oponentka – radna Joanna Frankiewicz, która także pochodzi ze Smochowic, też biega, a w ubiegłym roku była uczestniczką maratonu noszącego imię jej zmarłego męża Macieja. 

Uczestnicy maratonu w 1930 r.
na Stadionie Miejskim w Poznaniu
(kliknij, aby powiększyć)
Wszystkich zainteresowanych sportem, szczególnie bieganiem, zapewne zainteresuje fakt, że przed 85 laty przez teren dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice biegła trasa Mistrzostw Polski VI Maratonu, który odbył się przy okazji zawodów lekkoatletycznych Poznań – Górny Śląsk. Liczbą uczestników zdecydowanie ustępował dzisiejszemu Poznan* Maraton, bo do biegu zgłosiło się 19 zawodników, po badaniach lekarskich na starcie stanęło 16, a do mety dobiegło 14.
Dziennik Poznański z dn. 30.09.1930 r.
(kliknij, aby powiększyć)
Sportowcy wystartowali ze Stadionu Miejskiego, dalej biegli Drogą Dębińską, skręcili w polną drogą prowadzącą do ul. Pamiątkowej, dalej ul. Rolną i Traugutta aż do tunelu pod torem kolejowym, następnie wałem równoległym do linii kolejowej Poznań-Zbąszyń, później obok toru do Szosy Okrężnej i dalej przez Ławicę i Krzyżowniki do Swadzimia, gdzie znajdował się półmetek i skąd wracali tą samą trasą na stadion. Zwycięzcą maratonu był Bronisław Freyer, brat tragicznie zmarłego trzy lata wcześniej Alfreda – złotego medalisty z lat 1926 i 1927.
Czy przebiegająca przez Krzyżowniki grupa maratończyków zrobiła jakiekolwiek wrażenie na mieszkańcach wsi, tego nie potrafię powiedzieć – nie dotarłem do nikogo, kto zachowałby jakieś choćby mgliste wspomnienie tego wydarzenia, ale też ówczesne dzieci, które pewnie, jak to zwykle bywa przyglądały się biegaczom, dziś liczą ponad 90 lat (jeśli nie udały się po nagrodę wieczną). Inna rzecz, że zawody były rozgrywane w niedzielę i to szczególnie uroczystą, bo tego dnia na Ostrowie Tumskim świętowano 25-lecie święceń kapłańskich kard. Augusta Hlonda, metropolity gnieźnieńskiego i poznańskiego, i kto z mieszkańców nie pojechał do Poznania, ten zapewne uczestniczył w sumie w kościele parafialnym w Kiekrzu, a później zajęty był przygotowaniami do mającego się odbyć następnego dnia odpustu św. Michała Archanioła.
(źródła: „Przegląd Sportowy” nr 79 z 1 października 1930 r., „Dziennik Poznański” wydanie z 30 września 1930 r., fotografia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego [sygn. 1-S-935-1])

poniedziałek, 9 lutego 2015

Pali się!


Dziennik Poznański z 12.08.1890 r.
(kliknij, aby powiększyć)
We wtorek 12 sierpnia 1890 r. „Dziennik Poznański” doniósł, że trzy dni wcześniej, w nocy z 8 na 9 sierpnia, w Krzyżownikach wybuchł pożar. Spłonęła stodoła, stajnia, a w niej dwa konie, oraz obora należąca do gospodarza Kretschmera. Gazeta podała również, że „do ratunku stanęły sikawki z Poznania i z miejscowości około Krzyżownik”. 

Poznańska sikawka parowa z 1890 r.
(kliknij, aby powiększyć)
Pożar musiał być naprawdę duży, skoro dostrzeżono go nie tylko w okolicznych wsiach, ale także w Poznaniu skąd ruszono na pomoc. Trzeba wspomnieć, że w czasie, gdy miało miejsce to nieszczęśliwe zdarzenie, istniała w Poznaniu już dobrze zorganizowana straż pożarna dysponująca pompą tłokową (tzw. sikawką) o napędzie parowym (w 1842 r. obywatele miasta utworzyli Ochotnicze Towarzystwo Ratunkowe liczące 120 osób podzielonych na cztery kompanie; w 1867 r. strażaków ochotników umundurowano i wyposażono w nowoczesny jak na tamte czasy sprzęt: hełmy, sikawki, wozy, drabiny itp., a w dziesięć lat później utworzono pierwszy zawodowy zastęp strażacki liczący 12 członków, który stacjonował najpierw przy ul. Wolnica 1, a później w nowo wybudowanej strażnicy przy ul. Masztalarskiej 3). 

Ręczna sikawka dwukołowa
w Centralnym Muzeum Pożarniczym
(kliknij, aby powiększyć)
Na własną, zorganizowaną ochotniczą straż ogniową gromada Krzyżowniki musiała czekać jeszcze 42 lata, do 1932 r. i czasów sołtysowania gospodarza Śrona, gdy z udziałem gminy Tarnowo Podgórne wydzierżawiono strażacka sikawkę. Opiekę nad nią sprawował gospodarz Jankowski, na którego posesji ją ustawiono (w 1938 r. na terenie gminy Tarnowo Podgórne działały trzy straże pożarne i cztery pogotowia przeciwpożarowe). 

Pożar domu przy ul. Izbickiej
w dniu 8 lipca 2014 r.
(źródło: epoznan.pl, fot. MOJ)
Dziś na ratunek mieszkańcom Krzyżownik-Smochowic najczęściej spieszą strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 zlokalizowanej na ul. Grunwaldzkiej 16. Tak było w przypadku ostatniego większego pożaru na obszarze osiedla, gdy spłonął dom przy ul. Izbickiej. 

Warto dodać, że pierwszy źródłowo udokumentowany pożar w Krzyżownikach wybuchł w 1510 r., co odnotowano w aktach Archiwum Skarbu Koronnego, pisząc że wieś została spalona (najpewniej cała). Innym razem, w 1863 r., ogień strawił oborę należącą do miejscowej szkoły. 

(źródła: Dziennik Poznański, wydanie z 12 sierpnia 1890 r.; Bukowski W., 600-lat Krzyżownik [maszynopis niepublikowany]; Historia poznańskiej zawodowej Straży Pożarnej na stronie internetowej Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu - kmpsp.poznan.pl/historia [dostęp: 08.02.2015], zapis w Słowniku Historyczno-Geograficznym Ziem Polskich w Średniowieczu: 1508-1510 wieś K. spalona)

sobota, 7 lutego 2015

Jeszcze o przyłączeniu gromady Krzyżowniki
do Poznania (pismo z 1945 r.)


Przed kilkoma dniami pisałem o tym, że choć terytorium dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice faktycznie zostało przyłączone do Poznania wiosną 1940 r., to formalnie stało się to dopiero dziesięć lat później, bo w październiku 1950 r., i że w latach 1945-50 obszar gromady Krzyżowniki był przez miasto tylko administrowany (wpis Krzyżowniki-Smochowice – od kiedy w granicach Poznania? można przeczytać klikając tutaj). 

Kopia pisma ws. pozostawienia
w administracji m. Poznania
gromad przyłączonych w l. 1940-42

(kliknij, aby powiększyć)
Dziś publikuję kopię pisma wspomnianego wówczas w źródłach, sporządzonego przez mgr. Choję – naczelnika Wydziału X Miejskiej Rady Narodowej, które obecnie znajduje się w Archiwum Państwowym w aktach MRN i nosi sygnaturę 94. Myślę, że może zainteresować miłośników posnanianów. Dla ułatwienia lektury – bo kopia nie jest dobrej jakości, poza tym pismo zostało sporządzone na poniemieckiej maszynie pozbawionej polskich znaków diakrytycznych – poniżej zamieszczam przepisany i uzupełniony tekst:

„Do L. dz. X/1 – 298/45r.

Poznań, dnia 18 maja 194-r.

I. Niemieckie władze okupacyjne wcieliły szereg gromad podmiejskich do miasta Poznania a mianowicie:

a) w dniu 1 kwietnia 1940r. wcielono Naramowice-wieś, Strzeszyn, Strzeszyno, Strzeszynek, Swarzędz, Leśnictwo, Głowieniec, Zieliniec, Antonin, Nowy Młyn, Chartowo z (M[?])altanowem, Zegrze, Minikowo (część), Starołęka-(?)ielka, (Część)Luboń, (część) Świerczewo (część) Kotowo (część) Fabianowo, Junikowo, Ławica,  Krzyżowniki, Psarskie. 

b) w dniu 1 kwietnia 1942r. wcielono Kobylepole, Szczepankowo, Spławie, Krzesinki, Krzesiny, Głuszyna, Marlewo, Starołęka-Wielka (reszta) Minikowo (reszta) Piotrowo. 

Wcielenie wyżej wymienionych gromad wzgl. ich części do miasta Poznania nastąpiło przed 5-ciu wzgl. 3-ma laty, skutkiem czego interesy mieszkańców tych miejscowości związały się w sposób żywotny z ich przynależnością administracyjną do powiatu miejskiego i gminy miejskiej miasta Poznania. 

Przywrócenie w tych warunkach stanu rozgraniczenia sprzed 1 września 1939r. prowadziłoby do poważnych komplikacji w dziedziniegospodarczej społecznej i administracyjnej np. sprawa nieruchomego majątku gminnego i gromadzkiego przepisanego w księgach wieczystych na rzecz Gminy Miejskiej m. Poznania i przez tę gminę do chwili obecnej, administrowanego.

Biorąc pod uwagę przytoczone wyżej okoliczności Prezydent stol. miasta Poznania oraz Starosta Powiatowy Poznański na konferencji w dniu 14.3.45r. postanowili pozostawić wyżej wzmiankowane miejscowości w tymczasowej administracji Zarządu stol. miasta Poznania aż do czasu ostatecznego uregulowania tej kwestji na drodze przewidzianej ustawą z dnia 7 lipca 1921r. (Dz. U.R.P. Nr. 64 poz. 400) zmienionej rozporządzeniem Prezydenta R.P. z 22 marca 1923 r. Dz. U.R.P. Nr. 38 poz 376) oraz rozporządzeniem Prezydenta R.P. z 3.12.1932r. (Dz. U.R.P. Nr. 109 poz. 895)., z tym że tymczasowa administracja obejmuje wszelkie czynności z zakresu administracji publicznej i samorządowej łącznie z administracją przejętego majątku gminnego i gromadzkiego. 

Pełnomocnik Rządu R.P. na Województwo Poznańskie decyzją z dnia 26.3.marca 1945r. Nr. S.A.16/45 r. wyraził zgodę na pozostawienie w administracji Zarządu Miejskiego stol. miasta Poznania wspomnianych terenów z zastrzeżeniem że zgodnie z postanowieniem z dnia 7.7.1921r. Dz. U.R.P. Nr. 64, poz. 400/ zmienionej rozporządzeniem Prezydenta R.P. z dnia 19 stycznia 1928r. o organizacji i zakresie działania władz administracji ogólnej / Dz. U.R.P. Nr. 80 poz. 555, z roku 1936r.) powzięte zostaną przez zainteresowane związki samorządowe odpowiednie uchwały, które skolei przedłożone zostaną Wojewodzie Poznańskiemu w celu nadania sprawie odpowiedniego biegu. 

II. Na posiedzenie Miejskiej Rady Narodowej. 
  
z wnioskiem o powzięcie uchwały akceptującej pozostawienie w administracji Zarządu Miejskiego stol. miasta Poznania omawianych terenów wcielonych przez niemieckie władze okupacyjne z powiatu poznańskiego do miasta stol. Poznania. 

Naczelnik Wydziału X. 

podpis

(Mgr. Choja)”.

(źródło: Archiwum Państwowe w Poznaniu, akta Miejskiej Rady Narodowej, sygn. 94)

piątek, 6 lutego 2015

Nawiedzona ul. Wichrowa

Maszerujący Prusacy
W XIX w. w Michałowie – w miejscu dzisiejszego wiaduktu, który przebiega nad ul. Dąbrowskiego i łączy ul. Słupską z Wichrową – był rozstaj i karczma. Główna droga prowadziła dalej na zachód do Pniew, ku północy ciągnęły się Krzyżowniki, a trakt na południowy zachód wiódł do Buku. 

Na drodze straszy

O tej ostatniej drodze mieszkańcy Krzyżownik mówili, że jest nawiedzona. Według nich o północy można było tam usłyszeć wojskowe werble i echa wydawanych rozkazów. Gdzieś w tym miejscu miała znajdować się mogiła pruskich żołnierzy, którzy polegli w 1848 r. w walce z polskimi powstańcami, kiedy wycofywali się z Buku (wówczas w Wielkopolsce trwało powstanie będące częścią ogólnoeuropejskiego wrzenia narodowego i rewolucyjnego zwanego Wiosną Ludów). Duchy żołnierzy miały maszerować drogą z Buku pokutując za krzywdy wyrządzone Polakom.

Wspomniana legenda była wciąż żywa jeszcze w końcu XIX w., o czym zaświadczył Otto Knoop, niemiecki etnograf, folklorysta i badacz Pomorza i Wielkopolski, który opisał ją w swojej książce pt.  Sagen und Erzählungen aus der Provinz Posen (niem. ’Legendy i opowieści z Prowincji Poznańskiej‘) wydanej w 1893 r. 

Dawniej ul. Wichrowa biegła na południe
i południowy wchód i łączyła się z drogą na Buk
Zapomniany cmentarz

O tym, że coś jest na rzeczy może świadczyć istnienie w tej okolicy cmentarza ewangelickiego, który figurował na planach Poznania jeszcze na początku lat 50 XX w., a później został zlikwidowany. Nieżyjący już ks. prof. Edward Nawrot, były proboszcz kierski i autor książki o historii parafii, która rozciągała się aż tutaj do 1934 r., do czasu budowy kościoła na ul. Santockiej, wiąże powstanie tego cmentarza z nasilającym się w drugiej połowie XIX w. niemieckim osadnictwem. Rzeczywiście, coraz liczniejsi Niemcy, w większości ewangelicy, potrzebowali miejsca pochówku (w Krzyżownikach tylko jedna niemiecka rodzina należała do Kościoła katolickiego). Ale dlaczego wybór padł akurat na ten teren? Jest bardzo prawdopodobne, że cmentarzowi przy dzisiejszej ul. Wichrowej dała początek właśnie mogiła pruskich żołnierzy. 

Miejsce, w którym niegdyś znajdował się ewangelicki cmentarz
(za plecami fotografującego znajduje się parking i magazyny na ul. Wichrowej)
Dziś po tamtym cmentarzu nie pozostał żaden ślad, a miejsce, w którym przez lata chowano krzyżowniczan wyznających wiarę Lutra nie jest w żaden sposób upamiętnione. Ale też nie ma ku temu specjalnych warunków, bo cmentarz był zlokalizowany na terenie dzisiejszych ogródków działkowych, dokładnie na ich południowo-zachodnim narożniku (gdzie stykają się ogródki, lotnisko i jakiś parking z magazynami). 

O to, czy nadal straszą tam duchy pruskich żołnierzy z oddziałów kpt. Boeninga trzeba zapytać mieszkańców Rodzinnych Ogrodów Działkowych 'Wichrowa'.   

(źródła: Knoop O., Sagen und Erzählungen aus der Provinz Posen, Poznań 1893, s. 68. [w książce Knoopa czytamy: „Die Spukenden Soldaten bei Krzyzownik. Dort wo sich der Weg nach Krzyzownik bei Posen von der alten Buker Straße abzweigt, hört man im Walde Nachts um 12 Uhr öfters trommeln und kommandiren. Nicht weit von jener Stelle find Soldaten begraben, welche im Jahre 1848 im Buk von den Aufständischen ermordet sein sollen, und noch jetzt sollen ihre Geister dort herumspuken“; Nawrot E., Dzieje Kiekrza i okolicy, Poznań 200, s. 106 [ks. Nawrot pisze o „wojsku wymordowanym przez powstańców” bezwiednie chyba powtarzając słowa Knoopa i pruskiej propagandy obwiniającej powstańców za krwawy przebieg potyczek, które miały miejsce w Buku 4 maja 1848 r.]; Stachowski W., Rok 1848 w dawn. powiecie bukowskim, Kościan 1934)

czwartek, 5 lutego 2015

Smochowicka „Kasa Bezprocentowego Kredytu
w Krzyżownikach”


Przed II wojną światową w poznańskich Krzyżownikach działały przynajmniej trzy urzędowo zarejestrowane stowarzyszenia: Kółko Rolnicze, Koło Związku Powstańców Wielkopolskich i Kasa Bezprocentowego Kredytu. Kółko Rolnicze zawiązało się jeszcze w XIX w., Koło Związku Powstańców powstało w latach 30 XX w. (dokumentacja aktowa obejmuje lata od 1936 r.), a Kasę mieszkańcy zarejestrowali niemal w przededniu wybuchu II wojny światowej, bo wiosną 1939 r. Członkami dwóch ostatnich stowarzyszeń byli już także ci mieszkańcy, którzy w latach 30. osiedlili się w części Krzyżownik, która dziś nosi nazwę Smochowice (niektóre wytyczone ulice nie miały jeszcze nazw, dlatego podając adres zamieszkania pisali: „Krzyżowniki, Osiedle Miejskie [nr lub bez numeru]”). 

Ogłoszenie o rejestracji
Kasy Bezprocentowego Kredytu
w Krzyżownikach
(kliknij, aby powiększyć)
Kasa Bezprocentowego Kredytu

W dokumentacji przedwojennego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu zachowanej w Archiwum Państwowym znajduje się teczka oznaczona jako „Akta dot. Kasy Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach” (KBK). Zebrano w niej korespondencję pomiędzy urzędem a komitetem organizacyjnym KBK, dokumenty rejestracyjne, statut związku, ogłoszenie o wpisaniu organizacji do rejestru wysłane do Monitora Polskiego, zawiadomienie o wyborze i składzie zarządu, ale także poufne pismo wicestarosty L. Rakowskiego adresowane do Wydziału Społeczno-Politycznego UW dotyczące poglądów i afiliacji politycznych poszczególnych członków stowarzyszenia (II Rzeczpospolita była państwem umiarkowanie autorytarnym i takie kwestie pozostawały w zainteresowaniu władz).  

23 stycznia 1939 r. do Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu wpłynęło pismo następującej treści: „Niżej podpisani, jako organizatorzy stowarzyszenia pod nazwą: «Kasa Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach» proszą o zarejestrowanie stowarzyszenia. 4 egzemplarze statutu załączamy”. 

Podanie podpisało 31 osób: Trafankowski Józef, Majchrowicz Roman, Ciebielski Teodor, [?] Bronisław, Jan Kaczmarek, Stefan Józefiak, Jerzy Marynkowski, Franciszek Raniewski, Spychała Ignacy, Antoni Konieczny, Śron Jan, Wójcik Józef, Józef Kachlicki, Skowroński Władysław, Stangierski Marian, Kaźmierczyk Ignacy, Kuśmierek Stanisław, Franciszek Zawisza, [?] Stefan, Jaskólak(?) Stanisław, Hirsh Wojciech, Schiller Feliks, Sroczkowski(?) Wojciech, Koczorowki Stefan, Kulisiewicz Stefan, [?] Zygmunt, [?] Roman, [?] [?], Rewers Stefan,  [?] [?], [?] [?].

Sanacja i opozycja

Jednym z wnioskodawców był Stefan Rewers, kierownik szkoły w Krzyżownikach, dlatego jako adres do korespondencji podano szkołę. Nie bez znaczenia było również to, że S. Rewers był postrzegany jako zwolennik rządów obozu sanacyjnego, co mogło pozytywnie wpłynąć na decyzję o rejestracji związku. Warto zauważyć, że na liście założycieli nie było miejscowego przedsiębiorcy Edwarda Siwki, choć zaraz po rejestracji KBK wybrano go prezesem. Założyciele stowarzyszenia musieli obawiać się, że inaczej napotkają trudności przy rejestracji, bowiem Siwka, właściciel dużego zakładu ślusarskiego funkcjonującego pod nazwą „M. Siwka i S-ka, Fabryka Konstrukcji Żelaznych, Krzyżowniki–Poznań” (w tamtym czasie zatrudniał blisko 60 pracowników i szkolił 20 uczniów), nie ukrywał swoich związków z opozycyjnym Stronnictwem Narodowym. 

28 kwietnia starosta powiatowy przesłał podanie do Urzędu Wojewódzkiego z adnotacją, że „nie ma żadnych zastrzeżeń, co do stowarzyszenia jak i członków założycieli”. 5 maja naczelnik Wydziału Społeczno-Politycznego odpowiedział, że „nie ma zastrzeżeń co do zarejestrowania kasy”, jednak zasugerował, by w statucie wyraźniej podkreślono, że związek ma charakter gospodarczy i że jego podstawowym zadaniem nie jest po prostu „udzielanie pomocy materjalnej członkom”, ale „ułatwienie stworzenia przez bezrobotnych członków stowarzyszenia samodzielnych placówek pracy /handlu lub rzemiosła/”. Ostatecznie KBK, której członkami mogli być „obywatele polscy wyznania chrześcijańskiego bez różnicy płci, którzy ukończyli 21 lat” (§ 9. statutu) uzyskało rejestrację w dniu 10 maja 1939 r. 

Zarząd

21 maja odbyło się „zebranie konstytucyjne Kasy Bezprocentowego Kredytu”, na którym wybrano zarząd w składzie: Edward Siwka – prezes (zam. Krzyżowniki, ul. Dąbrowskiego), Stefan Rewers – wiceprezes (zam. Krzyżowniki, ul. Dąbrowskiego), Edmund Wypijewski – sekretarz (zam. Os. Miejskie 11), Józef Trafankowski – księgowy (zam. ul. Chodzieska 8/2), Roman Majchrowicz – skarbnik (zam. ul. Chodzieska 2), Józef Wierzbicki (zam. ul. Czarnkowska 16) i Władysław Garbacz (Krzyżowniki, Osiedla Miejskie 13) – członkowie zarządu. Do Komisji Rewizyjnej wybrano: Franciszka Milczyńskiego (przew.)(zam. Krzyżowniki), Władysława Mikołajczyka (zam. Krzyżowniki, ul. Stanisława 40), Mariana Walachowicza (zam. ul. Chodzieska 12/14 m. 1), Feliksa Schillera (zam. Os. Miejskie 43), Marię Zgołę (zam. Krzyżowniki). W skład Komisji Kredytowej weszli: Edmund Wiliński (przew.)(zam. Krzyżowniki, ul. Piechockiego 25), Leon Kulisiewicz (zam. Os. Miejskie 95) i Stefan Kaczorowski (zam. Os. Miejskie 96). Przewodniczącym Sądu Koleżeńskiego został Roman Majchrowicz (zam. ul. Chodzieska 2), a członkami Jan Napieralski (zam. Os. Miejskie [bez nr.]) i Ignacy Kaźmierczak (Os. Miejskie [bez nr.]. 

Prorządowi, antyrządowi i apolityczni

W poufnym piśmie z 3 sierpnia 1939 r. do Wydziału Społeczno-Politycznego UW wicestarosta Rakowski scharakteryzował przew. Siwkę jako sympatyka Stronnictwa Narodowego, Stefana Rewersa jako prorządowego, Edmunda Wypijewskiego i Romana Majchrowicza jako apolitycznych, Józefa Wierzbickiego jako prorządowego, a Władysława Garbacza jako członka opozycyjnego Stronnictwa Pracy. Jako siedzibę stowarzyszenia Rakowski wpisała „budynek Siwki”, a w rubryce kwestionariusza zatytułowanej „Kto jest główną sprężyną żywotności stowarzyszenia, jego przynależność partyjna oraz wartość pod względem moralnym i społecznym” wicestarosta zapisał: „Stefan Rewers, kier. szkoły powszechnej, prorz., prowadzenia moralnego – społecznie pracuje”. Stowarzyszenie liczyło 45 członków.

Nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące działalności Kasy Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach, która do wybuchu wojny prawdopodobnie nie rozwinęła działalności, a następnie – jak wszystkie inne polskie organizacje – została rozwiązana przez niemieckie władze okupacyjne. 

(źródło: Archiwum Państwowe w Poznaniu, Kasa Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach, sygn. 55/296/0/2.20/1033)

środa, 4 lutego 2015

Trolejbusem do Smochowic


W Poznaniu komunikacja publiczna rozpoczęła funkcjonowanie w lipcu 1881 r., ale pierwsze jej pojazdy dotarły do granic dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice dopiero po 60 latach, podczas II wojny światowej, kiedy niemieckie władze okupacyjne zdecydowały o budowie trakcji trolejbusowej prowadzącej z Ogrodów do koszar na ul. Lotniczej (naprzeciwko dzisiejszego marketu Piotr i Paweł przy ul. Tatrzańskiej). Była to inwestycja związana z modernizacją bazy Luftwaffe na Ławicy, gdzie powstało kilka nowych budynków i betonowy pas startowy. Trudno określić dokładną datę uruchomienia linii oznaczonej nr. 1, ale z planów sieci komunikacyjnej miasta wynika, że trolejbus z Ogrodów regularnie kursował już w październiku 1943 r. 

Sowiecki trolejbus JaTB-2
sprowadzony do Poznania w 1943 r.
(kliknij, aby powiększyć)
Oczywiście linia nie powstała z myślą o mieszkańcach tej części Poznania, w większości Polakach ('niemieckie' dzielnice znajdowały się bliżej centrum miasta), ale o wojskowym i cywilnym personelu lotniska. Z relacji starszych mieszkańców Smochowic wynika, że choć trolejbus był dostępny również dla Polaków (z wydzieloną przednią częścią dla Niemców), to unikali oni takich podróży z obawy o pobicie, co podobno zdarzało się, gdy pojazd był przepełniony i usuwano z niego polskich pasażerów. Rzeczywiście, do takich zdarzeń mogło dochodzić dość często, bo linia nr 1 była „jednotorowa”, co oznacza, że kursował na niej wahadłowo tylko jeden trolejbus – najczęściej był to jeden z sześciu zrabowanych z Kijowa sowieckich wozów JaTB-2.

Podczas okupacji niemieckiej trolejbus ostatni raz wyjechał na trasę 20 stycznia 1945; następnego dnia w obliczu zbliżającego się frontu wstrzymano kursowanie całej miejskiej komunikacji (w zasadzie tramwajów i trolejbusów, bo autobusów już prawie w mieście nie było – wykorzystano je do ewakuacji niemieckich pracowników Posener Strassenbahn i ich rodzin). 

Trolejbus Fiat 672 f101 -
egzemplarz sprowadzony do Gdnyni
(kliknij, aby powiększyć)
Podczas oblężenia Poznania przez Armię Czerwoną linia trolejbusowa na ul. Lotniczą została zerwana, a pojazdy parkujące na Ogrodach zniszczone. Na wznowienie kursów pasażerowie musieli czekać ponad rok, do 1 marca 1946 r. To wówczas linię oznaczono literą „U” (poznańskie trolejbusy jeździły na liniach od „Z” do „T”, później do „S”), a na trasę wyjechał doprowadzony do stanu używalności włoski trolejbus Fiat 672 f1o1, który z braku części na początku poruszał się na pełnych stalowych kołach z gumową okładziną pochodzących z rozebranej lawety armatniej (władze Poznania otrzymały z Gorzowa trzy wraki takich pojazdów w zamian za trzy wagony tramwajowe w podobnym stanie – o tym, że nie były to konstrukcje udane świadczyły nie tylko awarie na trasie, ale np. to, że w deszczowe dni pasażer mógł zostać „kopniętym prądem” przy wsiadaniu, gdy chwytał poręcz). 

Ciągnik balastowy Faun
w służbie Wehrmachtu

(kliknij, aby powiększyć)
Po dwóch latach władze postanowiły przedłużyć linię Ogrody–ul. Lotnicza do Smochowic, do ul. Santockiej (pętla znajdowała się w miejscu, gdzie dziś przebiega wiadukt nad ul. Dąbrowskiego) i przebudować ją na „dwutorową”. 1 grudnia 1948 r. pierwszy pojazd komunikacji miejskiej przekroczył granice dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice. Jednak przedłużenie linii „U” i jej przebudowa pogłębiła braki w taborze, dlatego 22 lipca 1949 r. kursowanie do Smochowic rozpoczęła również dziwaczna trolejbusopodobna konstrukcja sprowadzona z Gorzowa. Był to poniemiecki ciągnik balastowy Faun, niegdyś napędzany silnikiem diesla, a teraz przerobiony na elektryczny, ciągnący dwie przyczepy autobusowe (niestety, nie zachowały się żadne jego fotografie ani z ulic Gorzowa, ani Poznania). 

Trolejbus Skoda 8Tr
na trasie Ogrody-Smochowice
(kliknij, aby powiększyć)
W lutym 1954 MPK zmieniło oznaczenia linii trolejbusowych z liter alfabetu na numery od 101 do 106; od tamtej chwili mieszkańcy Smochowic dojeżdżali do domów trolejbusem nr 103. Niedostatkom taboru ostatecznie zaradzono w 1955 r., gdy na trasę wyruszyły czeskie trolejbusy Skoda 8Tr, które obsługiwały to połączenie aż do dnia likwidacji. Ostatni trolejbus z Ogrodów do Smochowic wyruszył 29 marca 1970 r. Wówczas na trasie do Krzyżownik kursowały już także autobusy – ale o tym w kolejnych wpisach. 

Skoda 8Tr na przystanku końcowym
na ul. Dąbrowskiego na Ogrodach
(kliknij, aby powiększyć)
Warto zauważyć, że linia z Ogrodów do Smochowic była najdłużej działającą liną trolejbusową w mieście (od mieszkańców wiem, że jednym z kierowców był p. Stuhl z ul. Margonińskiej). Tego rodzaju transport uruchomiono w Poznaniu 12 lutego 1930 r. Była to odpowiedź na wzrastające potrzeby komunikacyjne i związane z wielkim kryzysem ograniczenia budżetowe miasta, które nie pozwalały na dalszą rozbudowę trakcji tramwajowej (stąd trolejbusy na początku nazywane były „biednymi tramwajami”, później zyskały sympatyczniejsze imiona: trajtek, trajluś itp.).

(źródła: Grzywacz M., Kirych A., Komunikacja Masowa w Poznaniu w latach 1945-70, w: Kronika Miasta Poznania 1974 nr 4; Marchwicki J., Nadolski E, Sto lat komunikacji miejskiej w Poznaniu (1880-1980); Wojcieszak J., 12o lat komunikacji miejskiej w Poznaniu, Poznań 2000)