Blog ten, prowadzony w 2015 roku, nie jest już aktualizowany. Był poświęcony historii i teraźniejszości obszaru dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice w Poznaniu. Autor gromadził i publikował materiały dotyczące wydarzeń, które miały miejsce na tym terenie od czasów średniowiecza – od 1388 r., gdy nazwa należącej do rycerzy maltańskich (joannitów) wsi Krzyżowniki po raz pierwszy została odnotowana w źródłach pisanych – aż po aktualne wydarzenia na Smochowicach. Czytelnik znajdzie tu również wyjaśnienie pochodzenia oraz znaczenia obu tych nazw.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżowniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżowniki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2015

Cmentarz choleryczny

W Krzyżownikach-Smochowicach aktualnie funkcjonuje jeden cmentarz – powstały w 1934 r. cmentarz parafii p.w. Imienia Maryi przy ul. Lubowskiej (wcześniej krzyżowniccy katolicy chowani byli na cmentarzu w Kiekrzu). Jednak w XIX i XX w. na obszarze dzisiejszego Osiedla istniały jeszcze dwa cmentarze. O jednym z nich, ewangelickim, któremu prawdopodobnie początek dała mogiła pruskich żołnierzy poległych w 1848 r. można przeczytać we wpisie zatytułowanym „Nawiedzona ul. Wichrowa”, drugi to leżący na północno-zachodnim krańcu Krzyżownik-Smochowic, przy ul. Słupskiej, cmentarz tzw. choleryczny, na którym grzebano ofiary kolejnych fal epidemii tej choroby.
  
Fragment mapy z 1894 r.
z naniesionym cmentarzem

(kliknij, aby powiększyć)
Cmentarz ten powstał zapewne około 1831 r., w czasie, gdy w Poznaniu i okolicach panowała pierwsza i największa spośród siedmiu kolejnych epidemia cholery (1831, 1837, 1848, 1852, 1855, 1866 i 1873 r.). Chorobę przyniosły do Wielkopolski wojska rosyjskie ścigające powstańców listopadowych. W związku z szybkim się jej rozprzestrzenianiem Poznań ogłoszono miastem zakażonym i odcięto go, wraz z najbliższą okolicą, w tym Krzyżownikami, od reszty kraju strzeżonym przez wojsko kordonem sanitarnym sięgającym trzech mil, czyli 22,5 km od miasta. Opuszczenie zagrożonego terenu mogło nastąpić jedynie po odbyciu 10-dniowej kwarantanny. Bezprawne przekroczenie kordonu w jedną lub drugą stronę podlegało wysokim karom, do kary śmierci włącznie. Kordon wytyczony wokół Poznania i jego okolic przekraczać było można tylko w określonych miejscach: w Murowanej Goślinie, Zielonce, Pobiedziskach, Kostrzyniu, Środzie, Kórniku, Krośnie, Stęszewie, Kalwach, Ceradzu, Gaju, Pamiątkowie oraz Obornikach.

Plan Poznania z 1949 r.
(kliknij, aby powiększyć)
Cmentarz choleryczny w Krzyżownikach figurował na mapie Poznania jeszcze w 1949 r. Później został splanowany, a na jego miejscu powstała szkółka leśna. Dziś nie pozostał po nim praktycznie żaden ślad poza jedną charakterystyczną starą grubą sosną, która podobno pamięta jeszcze czasy dawnego cmentarza.

Warto byłoby pomyśleć o godnym oznaczeniu tego miejsca, gdzie wciąż leżą doczesne szczątki dawnych mieszkańców Krzyżownik i Kiekrza. Wiele nie trzeba – wystarczy postawić na tym miejscu tzw. karawakę – czteroramienny krzyż choleryczny, który niegdyś miał chronić przed zarazą, a dziś mógłby pełnić rolę upamiętnienia.

środa, 4 marca 2015

Autobusem do Krzyżownik



Aż do połowy lat 50 XX w. do Krzyżownik nie docierała komunikacja miejska. Mieszkańcy, aby przyjechać do centrum Poznania musieli korzystać z autobusów Państwowej Komunikacji Samochodowej kursujących na trasie z Tarnowa Podgórnego, albo korzystać z trolejbusu, którego najbliższy przystanek znajdował się obok koszar na ul. Lotniczej, a od 1948 r. na ul. Santockiej (wpis dot. trolejbusów można przeczytać klikając tutaj). 

Autobus Star 52
W 1956 r. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Poznaniu uruchomiło pierwszą linię autobusową przebiegającą przez dzisiejsze Osiedle Krzyżowniki-Smochowice. Była to linia nr 61, która łączyła Ogrody z Krzyżownikami. Trasa autobusu biegła ulicami Dąbrowskiego i Słupską, a jej przystanek końcowy znajdował się na tzw. kozim rynku, czyli u zbiegu ul. Słupskiej i Międzyzdrojskiej. Tabor, który obsługiwał te linie był rozmaity – ze wspomnień mieszkańców osiedla wynika, że stare angielskie laylandy wyposażone w wykonane w Polsce nadwozia oraz węgierskie mavagi szybko zostały zastąpione przez radzieckie ZISy, polskie stary (w 1955 r. MPK otrzymało pięć autobusów star i 15 ZIS), a na początku lat 60 także sany.

Autobus ZIS 155
Od 1 grudnia 1960 r. mieszkańcy Krzyżownik i Smochowic mogli korzystać z uruchomionej przez MPK linii podmiejskiej łączącej Ogrody z Tarnowem Podgórnym oznaczonej numerem 82; trasa biegła ulicą Dąbrowskiego, dalej przez Przeźmierowo i Sady, a przystanki końcowe znajdowały się – w różnych latach i w zależności od wariantu – w Lusowie, Lusówku, Tarnowie, Ceradzu Kościelnym, od 1969 r. w Górze, od 1976 w Ceradzu Dolnym, od 1987 w Rumianku, od 1988 w Grzebieniskach. 

Autobus San H100
W 1963 r. kursowanie rozpoczął autobus linii nr 67 z Ogrodów przez Krzyżowniki do Psarskiego. Jego trasa w większości pokrywała się z trasą autobusu nr 61, dlatego po pięciu latach, w 1968 r., obie linie zostały połączone i autobus linii nr 61 rozpoczął kursowanie aż do Psarskiego. To wówczas na liniach autobusowych obsługujących Krzyżowniki i Smochowice pojawiły się pierwsze jelcze – tzw. ogórki, najpierw w wersji krótkiej z przyczepą, a następnie przegubowej. 

Autobus Jelcz 272 Mex
W 1971 linia nr 61 miała dwa warianty: długi – do Psarskiego, i krótki (61 bis) – do ul. Santockiej. Przez osiedle przebiegała również trasa autobusu linii K łączącego Ogrody z Kiekrzem (linia została zlikwidowana w połowie lat 80. XX w.). 

1 czerwca 1973 r., w związku z likwidacją ostatnich połączeń trolejbusowych, których numery zaczynały się od 100 (do Smochowic kursowały trolejbusy linii 103) i w celu zwiększenia zakresu numeracji linii miejskich, nastąpiło przenumerowanie linii podmiejskich z przedziału 81-88 na przedział powyżej 100. Biegnąca przez Krzyżowniki-Smochowice podmiejska linia 82 otrzymała nr 102.

Autobus Jelcz 021
Od 1978 r. przez Smochowice-Krzyżowniki biegła trasa autobusu linii nr 114 łączącej Ogrody z Rokietnicą.

W 1979 r. linię nr 61, dotąd biegnącą do Pasrskiego, skrócono; odtąd jeżdżące nią autobusy dojeżdżały tylko do Krzyżownik, gdzie na wysokości dawnego folwarku miały przystanek końcowy (zlikwidowano również linię wariantową 61 bis). Od tego czasu Psarskie z Ogrodami łączyła linia nr 86. 

Latem 1981 r. pasażerowie linii nr 61 mogli przetestować autobus przegubowy Ikarus; węgierskie autobusy rozpoczęły regularne kursy do Smochowic i Krzyżownik w październiku tamtego roku, a zakończyły 26 lat później zastąpione przez niskopodłogowe autobusy marki Man, a następnie Solaris.

Autobus Ikarus 260
Od 1985 r. przez Krzyżowniki-Smochowice biegła kolejna linia autobusowa – nr 122, która łączyła Ogrody z Przeźmierowem i Torem Poznań (od strony Przeźmierowa). 

W 1987 r. linia nr 86, dotąd łącząca Ogrody z Psarskim, została przedłużona do Kiekrza, który w tym samym roku został przyłączony do Poznania. Niewielkiej zmianie uległ przebieg linii nr 86, która odtąd przecinała osiedle ulicami Santocką i Sianowską do Krzyżownik. 

W 1991 r. MPK wprowadziło wariantową linię nr 86 bis kończące bieg w Psarskim (linia ta funkcjonowała zaledwie kilka miesięcy).

W 1991 r. miasto Poznań podjęło decyzję o zaprzestaniu dotowania linii podmiejskich. W związku z tym podpoznańskie gminy rozpoczęły tworzenie własnych przedsiębiorstw komunikacyjnych. Likwidacji ulegały linie podmiejskie 114 (do Rokietnicy) i 122 (do Przeźmierowa), a linia 102 kursowała nadal, ale już jako prywatna. W tym samym roku miasto uruchomiło nocną komunikację autobusową; z Kaponiery do Smochowic i Krzyżownik rozpoczął kursowanie autobus linii N39 (we wrześniu 2004 r. jego numer został zmie9niony na 239).

Od tamtego czasu przez blisko ćwierć wieku przez Osiedle Krzyżowniki-Smochowice kursowały dwie linie miejskie: linia nr 61 łącząca Ogrody z Krzyżownikami, której trasa biegła ulicami Dąbrowskiego i Słupską, oraz linia 86 łącząca Ogrody i Kiekrz, która biegła ul. Dąbrowskiego, Santocką, Sianowską, Słupską, Chojnicką do ul. Wilków Morskich. 

Zmianę przyniósł dopiero rok 2014, kiedy 1 lipca Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne zlikwidowało linię nr 86 łączącą Ogrody z Kiekrzem i uruchomiło linię nr 56 biegnącą po tej samej trasie, ale tylko do Krzyżownik. Od tamtej chwili pasażerowie dojeżdżający do Kiekrza są obsługiwani przez wyznaczone autobusy linii nr 61 oraz autobusy linii nr 833 należące do gminy Rokietnica i kursujące w Poznaniu w ramach porozumienia z Zarządem Transportu Miejskiego.

(źródła: Grzywacz M., Kirych A., Komunikacja Masowa w Poznaniu w latach 1945-70, w: Kronika Miasta Poznania 1974 nr 4; Marchwicki J., Nadolski E, Sto lat komunikacji miejskiej w Poznaniu (1880-1980); Wojcieszak J., 12o lat komunikacji miejskiej w Poznaniu, Poznań 2000; Cyfrowe Repozytorium Lokalne Poznań; http://www.pozbus.kdr.pl/TPBUS/TPBUS_historia.html [dostęp: 4 marca 2015])

czwartek, 19 lutego 2015

Miecz z Krzyżownik


W katedrze w Poznaniu, u szczytu północnej nawy, eksponowana jest replika tzw. miecza św. Piotra, którego oryginał znajduje się w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego. Niestety, o jego istnieniu, pochodzeniu i legendzie go otaczającej wie niewielu poznaniaków (można o tym przeczytać klikając tutaj).

Lecz nie tylko katedra poznańska, ale także Krzyżowniki-Smochowice mają „swój” miecz – nie otacza go żadna legenda, ale za to jest o setki lat starszy od tego z Ostrowa Tumskiego. Jest to znajdujący się w zbiorach Muzeum Archeologicznego w Poznaniu miecz pochodzący z czasów kultury łużyckiej, a więc środkowej i młodszej epoki brązu (ok. 1300-400 r. p.n.e.). 

Miecz z Krzyżownik
(kliknij, aby powiększyć)

W 1910 r. znalazł go w Krzyżownikach, na torfowisku nad Jeziorem Kierskim, gospodarz Paul właściciel tego terenu, i powiadomił rezydującego w Dopiewie komisarza dystryktu Rainersa. Podczas okupacji, ok. 1940 r., niemiecki pracownik Muzeum Archeologicznego w Poznaniu (wówczas Landesamt für Vorgeschichte Posen) sporządził kartę katalogową opatrzoną rysunkiem poglądowym. Oto jej tłumaczenie:  

„F.O. [?] Steineck (Krzyzownik). Powiat poznański zachodni

Miecz z brązu, z torfowiska (nad jeziorem) będącego własnością Paula z Krzyżownik.

Owalna rękojeść, dyskoidalna, wklęsła głowica i płaski guz. Podobno znaleziony przez rolnika nad Jeziorem Kierskim. Na rękojeści wybity ornament, częściowo złuszczony. W górnej części głowicy również wybity ornament, który na skutek odpadnięcia powierzchni jest poważnie zniszczony. Wszystkie linie są poczwórne, z wyjątkiem małych kółek z liniami okalającymi.

Informacja od komisarza dystryktu Rainersa. Dopiewo, 27 kwietnia 1910 r.”

Karta katalogowa sporządzona w 1940 r.
(kliknij, aby powiększyć)

Dlaczego w kościele parafialnym w Krzyżownikach-Smochowicach, w jakimś widocznym miejscu, nie miałaby zawisnąć replika miecza tutaj znalezionego? Jeśli ktoś chciałby ofiarować wotum dziękczynne, to z radością odstąpię mu ten pomysł. A może w ogóle dałoby się jakoś rozsądnie wykorzystać wizerunek krzyżownickiego miecza, choćby jako przypomnienie, że tutaj również działa się historia.

Oryginalny zapis na karcie katalogowej brzmi: F. O. Steineck (Krzyzownik) Kr. Posen-West. Mbl. Im Torfmoor (am See) von Bes. Paul – Krz. Bronzenschwert. ovalen Griff, scheibenförmiger, konkaver Knauf & Flacher Knopf. Angeblich gefunden von einem Bauern am Ketscher See. Das gepunzte Ornament am Griffe z. T. abgeblättert. Auf der Oberseite des Knaufs ebenfalls ein gepunztes Ornament das durch Abspringen der Oberflache stark zerstört ist. Mit Aus, nähme der kl. Kreise nicht der Umfassungslinien geien alle Nach. Mitteilung v. Distriktkomissar Rainers. Dopiew am 27 IV 10. 


(źródła: Cyfrowe Repozytorium Lokalne Poznań CYRYL, Nawrot E., Dzieje Kiekrza i okolicy, Poznań 2000).

wtorek, 10 lutego 2015

Maraton przez Krzyżowniki

Osiedle Krzyżowniki-Smochowice zdają się być dosyć usportowione, o czym świadczą organizowane tutaj imprezy w rodzaju Ogólnopolskiego Wyścigu Kolarskiego im. Bogdana Jańskiego czy „Biegu po zdrowie” oraz np. działalność Uczniowskiego Klubu Sportowego „Smoki”. Maciej Wudarski, radny osiedlowy i nowo mianowany wiceprezydent Poznania też buduje swój wizerunek m.in. w oparciu o sport (jak wynika z jego profilu na facebooku nie tylko pływa i jeździ na rowerze, ale od jesieni jest także początkującym biegaczem). Warto tutaj wspomnieć, że jego polityczna oponentka – radna Joanna Frankiewicz, która także pochodzi ze Smochowic, też biega, a w ubiegłym roku była uczestniczką maratonu noszącego imię jej zmarłego męża Macieja. 

Uczestnicy maratonu w 1930 r.
na Stadionie Miejskim w Poznaniu
(kliknij, aby powiększyć)
Wszystkich zainteresowanych sportem, szczególnie bieganiem, zapewne zainteresuje fakt, że przed 85 laty przez teren dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice biegła trasa Mistrzostw Polski VI Maratonu, który odbył się przy okazji zawodów lekkoatletycznych Poznań – Górny Śląsk. Liczbą uczestników zdecydowanie ustępował dzisiejszemu Poznan* Maraton, bo do biegu zgłosiło się 19 zawodników, po badaniach lekarskich na starcie stanęło 16, a do mety dobiegło 14.
Dziennik Poznański z dn. 30.09.1930 r.
(kliknij, aby powiększyć)
Sportowcy wystartowali ze Stadionu Miejskiego, dalej biegli Drogą Dębińską, skręcili w polną drogą prowadzącą do ul. Pamiątkowej, dalej ul. Rolną i Traugutta aż do tunelu pod torem kolejowym, następnie wałem równoległym do linii kolejowej Poznań-Zbąszyń, później obok toru do Szosy Okrężnej i dalej przez Ławicę i Krzyżowniki do Swadzimia, gdzie znajdował się półmetek i skąd wracali tą samą trasą na stadion. Zwycięzcą maratonu był Bronisław Freyer, brat tragicznie zmarłego trzy lata wcześniej Alfreda – złotego medalisty z lat 1926 i 1927.
Czy przebiegająca przez Krzyżowniki grupa maratończyków zrobiła jakiekolwiek wrażenie na mieszkańcach wsi, tego nie potrafię powiedzieć – nie dotarłem do nikogo, kto zachowałby jakieś choćby mgliste wspomnienie tego wydarzenia, ale też ówczesne dzieci, które pewnie, jak to zwykle bywa przyglądały się biegaczom, dziś liczą ponad 90 lat (jeśli nie udały się po nagrodę wieczną). Inna rzecz, że zawody były rozgrywane w niedzielę i to szczególnie uroczystą, bo tego dnia na Ostrowie Tumskim świętowano 25-lecie święceń kapłańskich kard. Augusta Hlonda, metropolity gnieźnieńskiego i poznańskiego, i kto z mieszkańców nie pojechał do Poznania, ten zapewne uczestniczył w sumie w kościele parafialnym w Kiekrzu, a później zajęty był przygotowaniami do mającego się odbyć następnego dnia odpustu św. Michała Archanioła.
(źródła: „Przegląd Sportowy” nr 79 z 1 października 1930 r., „Dziennik Poznański” wydanie z 30 września 1930 r., fotografia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego [sygn. 1-S-935-1])

poniedziałek, 9 lutego 2015

Pali się!


Dziennik Poznański z 12.08.1890 r.
(kliknij, aby powiększyć)
We wtorek 12 sierpnia 1890 r. „Dziennik Poznański” doniósł, że trzy dni wcześniej, w nocy z 8 na 9 sierpnia, w Krzyżownikach wybuchł pożar. Spłonęła stodoła, stajnia, a w niej dwa konie, oraz obora należąca do gospodarza Kretschmera. Gazeta podała również, że „do ratunku stanęły sikawki z Poznania i z miejscowości około Krzyżownik”. 

Poznańska sikawka parowa z 1890 r.
(kliknij, aby powiększyć)
Pożar musiał być naprawdę duży, skoro dostrzeżono go nie tylko w okolicznych wsiach, ale także w Poznaniu skąd ruszono na pomoc. Trzeba wspomnieć, że w czasie, gdy miało miejsce to nieszczęśliwe zdarzenie, istniała w Poznaniu już dobrze zorganizowana straż pożarna dysponująca pompą tłokową (tzw. sikawką) o napędzie parowym (w 1842 r. obywatele miasta utworzyli Ochotnicze Towarzystwo Ratunkowe liczące 120 osób podzielonych na cztery kompanie; w 1867 r. strażaków ochotników umundurowano i wyposażono w nowoczesny jak na tamte czasy sprzęt: hełmy, sikawki, wozy, drabiny itp., a w dziesięć lat później utworzono pierwszy zawodowy zastęp strażacki liczący 12 członków, który stacjonował najpierw przy ul. Wolnica 1, a później w nowo wybudowanej strażnicy przy ul. Masztalarskiej 3). 

Ręczna sikawka dwukołowa
w Centralnym Muzeum Pożarniczym
(kliknij, aby powiększyć)
Na własną, zorganizowaną ochotniczą straż ogniową gromada Krzyżowniki musiała czekać jeszcze 42 lata, do 1932 r. i czasów sołtysowania gospodarza Śrona, gdy z udziałem gminy Tarnowo Podgórne wydzierżawiono strażacka sikawkę. Opiekę nad nią sprawował gospodarz Jankowski, na którego posesji ją ustawiono (w 1938 r. na terenie gminy Tarnowo Podgórne działały trzy straże pożarne i cztery pogotowia przeciwpożarowe). 

Pożar domu przy ul. Izbickiej
w dniu 8 lipca 2014 r.
(źródło: epoznan.pl, fot. MOJ)
Dziś na ratunek mieszkańcom Krzyżownik-Smochowic najczęściej spieszą strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 zlokalizowanej na ul. Grunwaldzkiej 16. Tak było w przypadku ostatniego większego pożaru na obszarze osiedla, gdy spłonął dom przy ul. Izbickiej. 

Warto dodać, że pierwszy źródłowo udokumentowany pożar w Krzyżownikach wybuchł w 1510 r., co odnotowano w aktach Archiwum Skarbu Koronnego, pisząc że wieś została spalona (najpewniej cała). Innym razem, w 1863 r., ogień strawił oborę należącą do miejscowej szkoły. 

(źródła: Dziennik Poznański, wydanie z 12 sierpnia 1890 r.; Bukowski W., 600-lat Krzyżownik [maszynopis niepublikowany]; Historia poznańskiej zawodowej Straży Pożarnej na stronie internetowej Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu - kmpsp.poznan.pl/historia [dostęp: 08.02.2015], zapis w Słowniku Historyczno-Geograficznym Ziem Polskich w Średniowieczu: 1508-1510 wieś K. spalona)

piątek, 6 lutego 2015

Nawiedzona ul. Wichrowa

Maszerujący Prusacy
W XIX w. w Michałowie – w miejscu dzisiejszego wiaduktu, który przebiega nad ul. Dąbrowskiego i łączy ul. Słupską z Wichrową – był rozstaj i karczma. Główna droga prowadziła dalej na zachód do Pniew, ku północy ciągnęły się Krzyżowniki, a trakt na południowy zachód wiódł do Buku. 

Na drodze straszy

O tej ostatniej drodze mieszkańcy Krzyżownik mówili, że jest nawiedzona. Według nich o północy można było tam usłyszeć wojskowe werble i echa wydawanych rozkazów. Gdzieś w tym miejscu miała znajdować się mogiła pruskich żołnierzy, którzy polegli w 1848 r. w walce z polskimi powstańcami, kiedy wycofywali się z Buku (wówczas w Wielkopolsce trwało powstanie będące częścią ogólnoeuropejskiego wrzenia narodowego i rewolucyjnego zwanego Wiosną Ludów). Duchy żołnierzy miały maszerować drogą z Buku pokutując za krzywdy wyrządzone Polakom.

Wspomniana legenda była wciąż żywa jeszcze w końcu XIX w., o czym zaświadczył Otto Knoop, niemiecki etnograf, folklorysta i badacz Pomorza i Wielkopolski, który opisał ją w swojej książce pt.  Sagen und Erzählungen aus der Provinz Posen (niem. ’Legendy i opowieści z Prowincji Poznańskiej‘) wydanej w 1893 r. 

Dawniej ul. Wichrowa biegła na południe
i południowy wchód i łączyła się z drogą na Buk
Zapomniany cmentarz

O tym, że coś jest na rzeczy może świadczyć istnienie w tej okolicy cmentarza ewangelickiego, który figurował na planach Poznania jeszcze na początku lat 50 XX w., a później został zlikwidowany. Nieżyjący już ks. prof. Edward Nawrot, były proboszcz kierski i autor książki o historii parafii, która rozciągała się aż tutaj do 1934 r., do czasu budowy kościoła na ul. Santockiej, wiąże powstanie tego cmentarza z nasilającym się w drugiej połowie XIX w. niemieckim osadnictwem. Rzeczywiście, coraz liczniejsi Niemcy, w większości ewangelicy, potrzebowali miejsca pochówku (w Krzyżownikach tylko jedna niemiecka rodzina należała do Kościoła katolickiego). Ale dlaczego wybór padł akurat na ten teren? Jest bardzo prawdopodobne, że cmentarzowi przy dzisiejszej ul. Wichrowej dała początek właśnie mogiła pruskich żołnierzy. 

Miejsce, w którym niegdyś znajdował się ewangelicki cmentarz
(za plecami fotografującego znajduje się parking i magazyny na ul. Wichrowej)
Dziś po tamtym cmentarzu nie pozostał żaden ślad, a miejsce, w którym przez lata chowano krzyżowniczan wyznających wiarę Lutra nie jest w żaden sposób upamiętnione. Ale też nie ma ku temu specjalnych warunków, bo cmentarz był zlokalizowany na terenie dzisiejszych ogródków działkowych, dokładnie na ich południowo-zachodnim narożniku (gdzie stykają się ogródki, lotnisko i jakiś parking z magazynami). 

O to, czy nadal straszą tam duchy pruskich żołnierzy z oddziałów kpt. Boeninga trzeba zapytać mieszkańców Rodzinnych Ogrodów Działkowych 'Wichrowa'.   

(źródła: Knoop O., Sagen und Erzählungen aus der Provinz Posen, Poznań 1893, s. 68. [w książce Knoopa czytamy: „Die Spukenden Soldaten bei Krzyzownik. Dort wo sich der Weg nach Krzyzownik bei Posen von der alten Buker Straße abzweigt, hört man im Walde Nachts um 12 Uhr öfters trommeln und kommandiren. Nicht weit von jener Stelle find Soldaten begraben, welche im Jahre 1848 im Buk von den Aufständischen ermordet sein sollen, und noch jetzt sollen ihre Geister dort herumspuken“; Nawrot E., Dzieje Kiekrza i okolicy, Poznań 200, s. 106 [ks. Nawrot pisze o „wojsku wymordowanym przez powstańców” bezwiednie chyba powtarzając słowa Knoopa i pruskiej propagandy obwiniającej powstańców za krwawy przebieg potyczek, które miały miejsce w Buku 4 maja 1848 r.]; Stachowski W., Rok 1848 w dawn. powiecie bukowskim, Kościan 1934)

czwartek, 5 lutego 2015

Smochowicka „Kasa Bezprocentowego Kredytu
w Krzyżownikach”


Przed II wojną światową w poznańskich Krzyżownikach działały przynajmniej trzy urzędowo zarejestrowane stowarzyszenia: Kółko Rolnicze, Koło Związku Powstańców Wielkopolskich i Kasa Bezprocentowego Kredytu. Kółko Rolnicze zawiązało się jeszcze w XIX w., Koło Związku Powstańców powstało w latach 30 XX w. (dokumentacja aktowa obejmuje lata od 1936 r.), a Kasę mieszkańcy zarejestrowali niemal w przededniu wybuchu II wojny światowej, bo wiosną 1939 r. Członkami dwóch ostatnich stowarzyszeń byli już także ci mieszkańcy, którzy w latach 30. osiedlili się w części Krzyżownik, która dziś nosi nazwę Smochowice (niektóre wytyczone ulice nie miały jeszcze nazw, dlatego podając adres zamieszkania pisali: „Krzyżowniki, Osiedle Miejskie [nr lub bez numeru]”). 

Ogłoszenie o rejestracji
Kasy Bezprocentowego Kredytu
w Krzyżownikach
(kliknij, aby powiększyć)
Kasa Bezprocentowego Kredytu

W dokumentacji przedwojennego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu zachowanej w Archiwum Państwowym znajduje się teczka oznaczona jako „Akta dot. Kasy Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach” (KBK). Zebrano w niej korespondencję pomiędzy urzędem a komitetem organizacyjnym KBK, dokumenty rejestracyjne, statut związku, ogłoszenie o wpisaniu organizacji do rejestru wysłane do Monitora Polskiego, zawiadomienie o wyborze i składzie zarządu, ale także poufne pismo wicestarosty L. Rakowskiego adresowane do Wydziału Społeczno-Politycznego UW dotyczące poglądów i afiliacji politycznych poszczególnych członków stowarzyszenia (II Rzeczpospolita była państwem umiarkowanie autorytarnym i takie kwestie pozostawały w zainteresowaniu władz).  

23 stycznia 1939 r. do Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu wpłynęło pismo następującej treści: „Niżej podpisani, jako organizatorzy stowarzyszenia pod nazwą: «Kasa Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach» proszą o zarejestrowanie stowarzyszenia. 4 egzemplarze statutu załączamy”. 

Podanie podpisało 31 osób: Trafankowski Józef, Majchrowicz Roman, Ciebielski Teodor, [?] Bronisław, Jan Kaczmarek, Stefan Józefiak, Jerzy Marynkowski, Franciszek Raniewski, Spychała Ignacy, Antoni Konieczny, Śron Jan, Wójcik Józef, Józef Kachlicki, Skowroński Władysław, Stangierski Marian, Kaźmierczyk Ignacy, Kuśmierek Stanisław, Franciszek Zawisza, [?] Stefan, Jaskólak(?) Stanisław, Hirsh Wojciech, Schiller Feliks, Sroczkowski(?) Wojciech, Koczorowki Stefan, Kulisiewicz Stefan, [?] Zygmunt, [?] Roman, [?] [?], Rewers Stefan,  [?] [?], [?] [?].

Sanacja i opozycja

Jednym z wnioskodawców był Stefan Rewers, kierownik szkoły w Krzyżownikach, dlatego jako adres do korespondencji podano szkołę. Nie bez znaczenia było również to, że S. Rewers był postrzegany jako zwolennik rządów obozu sanacyjnego, co mogło pozytywnie wpłynąć na decyzję o rejestracji związku. Warto zauważyć, że na liście założycieli nie było miejscowego przedsiębiorcy Edwarda Siwki, choć zaraz po rejestracji KBK wybrano go prezesem. Założyciele stowarzyszenia musieli obawiać się, że inaczej napotkają trudności przy rejestracji, bowiem Siwka, właściciel dużego zakładu ślusarskiego funkcjonującego pod nazwą „M. Siwka i S-ka, Fabryka Konstrukcji Żelaznych, Krzyżowniki–Poznań” (w tamtym czasie zatrudniał blisko 60 pracowników i szkolił 20 uczniów), nie ukrywał swoich związków z opozycyjnym Stronnictwem Narodowym. 

28 kwietnia starosta powiatowy przesłał podanie do Urzędu Wojewódzkiego z adnotacją, że „nie ma żadnych zastrzeżeń, co do stowarzyszenia jak i członków założycieli”. 5 maja naczelnik Wydziału Społeczno-Politycznego odpowiedział, że „nie ma zastrzeżeń co do zarejestrowania kasy”, jednak zasugerował, by w statucie wyraźniej podkreślono, że związek ma charakter gospodarczy i że jego podstawowym zadaniem nie jest po prostu „udzielanie pomocy materjalnej członkom”, ale „ułatwienie stworzenia przez bezrobotnych członków stowarzyszenia samodzielnych placówek pracy /handlu lub rzemiosła/”. Ostatecznie KBK, której członkami mogli być „obywatele polscy wyznania chrześcijańskiego bez różnicy płci, którzy ukończyli 21 lat” (§ 9. statutu) uzyskało rejestrację w dniu 10 maja 1939 r. 

Zarząd

21 maja odbyło się „zebranie konstytucyjne Kasy Bezprocentowego Kredytu”, na którym wybrano zarząd w składzie: Edward Siwka – prezes (zam. Krzyżowniki, ul. Dąbrowskiego), Stefan Rewers – wiceprezes (zam. Krzyżowniki, ul. Dąbrowskiego), Edmund Wypijewski – sekretarz (zam. Os. Miejskie 11), Józef Trafankowski – księgowy (zam. ul. Chodzieska 8/2), Roman Majchrowicz – skarbnik (zam. ul. Chodzieska 2), Józef Wierzbicki (zam. ul. Czarnkowska 16) i Władysław Garbacz (Krzyżowniki, Osiedla Miejskie 13) – członkowie zarządu. Do Komisji Rewizyjnej wybrano: Franciszka Milczyńskiego (przew.)(zam. Krzyżowniki), Władysława Mikołajczyka (zam. Krzyżowniki, ul. Stanisława 40), Mariana Walachowicza (zam. ul. Chodzieska 12/14 m. 1), Feliksa Schillera (zam. Os. Miejskie 43), Marię Zgołę (zam. Krzyżowniki). W skład Komisji Kredytowej weszli: Edmund Wiliński (przew.)(zam. Krzyżowniki, ul. Piechockiego 25), Leon Kulisiewicz (zam. Os. Miejskie 95) i Stefan Kaczorowski (zam. Os. Miejskie 96). Przewodniczącym Sądu Koleżeńskiego został Roman Majchrowicz (zam. ul. Chodzieska 2), a członkami Jan Napieralski (zam. Os. Miejskie [bez nr.]) i Ignacy Kaźmierczak (Os. Miejskie [bez nr.]. 

Prorządowi, antyrządowi i apolityczni

W poufnym piśmie z 3 sierpnia 1939 r. do Wydziału Społeczno-Politycznego UW wicestarosta Rakowski scharakteryzował przew. Siwkę jako sympatyka Stronnictwa Narodowego, Stefana Rewersa jako prorządowego, Edmunda Wypijewskiego i Romana Majchrowicza jako apolitycznych, Józefa Wierzbickiego jako prorządowego, a Władysława Garbacza jako członka opozycyjnego Stronnictwa Pracy. Jako siedzibę stowarzyszenia Rakowski wpisała „budynek Siwki”, a w rubryce kwestionariusza zatytułowanej „Kto jest główną sprężyną żywotności stowarzyszenia, jego przynależność partyjna oraz wartość pod względem moralnym i społecznym” wicestarosta zapisał: „Stefan Rewers, kier. szkoły powszechnej, prorz., prowadzenia moralnego – społecznie pracuje”. Stowarzyszenie liczyło 45 członków.

Nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące działalności Kasy Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach, która do wybuchu wojny prawdopodobnie nie rozwinęła działalności, a następnie – jak wszystkie inne polskie organizacje – została rozwiązana przez niemieckie władze okupacyjne. 

(źródło: Archiwum Państwowe w Poznaniu, Kasa Bezprocentowego Kredytu w Krzyżownikach, sygn. 55/296/0/2.20/1033)

wtorek, 3 lutego 2015

Herb Krzyżownik-Smochowic
(propozycja autorska)

Herb Krzyżownik-Smochowic
- propozycja autora blogu
Jeden z czytelników (cieszę się, że tacy się systematycznie pojawiają) zapytał, co przedstawia favikona blogu, czyli znaczek graficzny pojawiający się w polu adresowym, który jest obecny również jako tzw. zdjęcie profilowe na właśnie uruchomionej stronie na portalu społecznościowym facebook.

Oczywiście jest to herb. Całkiem spora liczba dzielnic i osiedli samorządowych polskich miast posiada swoje własne herby – jednym z nich jest poznańskie osiedle Św. Łazarz. Skoro tak, to dlaczego nie miałyby go mieć Krzyżowniki-Smochowice (niniejszym zgłaszam swoją propozycję). Tym więcej, że historia tego obszaru sprawia, że jego stworzenie w zgodzie ze wszelkimi zasadami heraldycznymi nie nastręcza trudności.

Herb Osiedla Św. Łazarza
w Poznaniu
Herb składa się z dwóch elementów: znajdujący się u góry biały krzyż maltański (joannicki) na czerwonym polu nawiązuje do braci-rycerzy, którzy byli właścicielami Krzyżownik od średniowiecza do śmierci ostatniego poznańskiego komandora Andrzeja Bończy Miaskowskiego w 1832 r.; płomień umieszczony na tle czarnego kopca u dołu odwołuje się do historycznych Smochowic i symbolizuje mielerz, w którym wypalano smołę (o znaczeniu nazw Krzyżowniki i Smochowice można przeczytać tutaj i tutaj).

Tak skomponowany herb jest całkowicie zgodny ze sztuką heraldyczną i zachowuje jej najbardziej pierwotne zasady: ma ograniczoną tynkturę, a więc niewielką liczbę barw (biel, czerwień i czerń); jest stworzony zgodnie z zasadą alternacji, czyli niekładzenia „metalu” (barwy białej, srebrnej i złotej) na „metal” oraz barwy na barwę (kolor czarny w myśl zasady alternacji jest neutralny); operuje symbolem narzędzia (mielerz), a nie jego przedstawieniem w naturalnych kolorach, co dopuszczono w heraldyce w czasach późniejszych.

Herby gmin Suchy Las i Kleszczewo
Warto w tym miejscu przywołać przykłady herbów innych miejscowości, których historia związana jest z rycerzami-szpitalnikami od św. Jana Jerozolimskiego – nieodległego Suchego Lasu i gminy Kleszczewo, na terenie której znajduje się pojoannicka wieś również nosząca nazwę Krzyżowniki.  

poniedziałek, 2 lutego 2015

Katastrofa lotnicza w Ławicy i Krzyżownikach


Jesienią 1929 r. na terenie poligonu w Biedrusku ekipa filmowa pod kierownictwem reżysera Leonarda Buczkowskiego (późniejszego twórcy „Zakazanych piosenek”) kręciła sceny batalistyczne do filmu pt. „Gwieździsta eskadra”. Był to melodramat opowiadający o bojowych i miłosnych perypetiach amerykańskich pilotów-ochotników z Eskadry Kościuszkowskiej walczącej w wojnie polsko-bolszewickiej (taka eskadra rzeczywiście istniała, a ppłk Merian Cooper, zastępca dowódcy i pierwowzór głównego bohatera filmu otrzymał z rąk marsz. Piłsudskiego order Virtuti Militari).

O tym, że „Gwieździsta eskarda” była nie tylko wyciskaczem łez dla panien, ale także kinem akcji przyciągającym męską publiczność świadczy relacja pilota Janusza Meissnera, także pisarza i twórcy scenariusza filmu, który tak relacjonował wydarzenia na planie:

Kadr z filmu Gwieździsta eskadra
(w dole widoczny jeden z fortów,
okalających Poznań)

(kliknij, aby powiększyć)
„(…) Na poligonie od rana szaleje zacięta „bitwa”. Latam w kółko na małej wysokości z odważnym operatorem, który używając ręcznej kamery i walcząc z pędem nakręca podrywający sie atak na bagnety, szarże kawalerii, huraganowy ogień artylerii. Zawracam tuż nad okopami, wyciągam w górę na pełnym gazie, znów zawracam, nurkuje ostro - niżej, jeszcze niżej! - a pode mną i na wprost ziemia tryska od tych wybuchających „fugasów”, cwałuje szwadron ułanów, naciera „królowa broni”, grzeją baterie dział polowych! W ciągu całej kampanii roku 1920 nie widziałem tyle naraz i tak blisko...

Wtem, gdy już kończę kolejną pikę - dwa metry nad dymiącymi lejami - pod maszyną wybucha spóźniona petarda: wstrząs, gruchot, gejzer piachu i żwiru smagnął po sterach i po kadłubie! O, do diabła... Wychylam się, wykręcam szyję. Połowę statecznika poziomego obdarło z płótna, a z pokrycia ogona pozostała postrzępiona firanka. Jak się to wszystko zaraz rozsypie...(…)”.

Fragm. Dziennika Poznańskiego z relacją z katastrofy
(kliknij, aby powiększyć)
Po zakończeniu pracy w Biedrusku ekipa przeniosła się na lotnisko w Ławicy, gdzie przy udziale pilotów 3 Pułku Lotniczego nagrywano sceny walk powietrznych. 12 listopada nad lotnisko wzniosły się dwa samoloty: Potez XV pilotowany przez por. Jana Bilskiego z obserwatorem ppor. Feliksem Lipińskim na pokładzie, oraz Bleriot SPAD 61c1 pilotowany przez por. Eugeniusza Wyrwickiego. Obaj piloci stoczyli „walkę” powietrzną, która zakończyła się katastrofą. W pewnym momencie por. Wyrwicki uderzył podwoziem swojego SPADa w górny skrzydło Poteza por. Bilskiego, płat oderwał się od kadłuba, a samolot wpadł w korkociąg, z którego pilot nie zdołał go już wyprowadzić. Samolot rozbił się na pasie lotniska, a pilot i obserwator zginęli. Tymczasem por. Wyrwicki odleciał znad Ławicy i próbował wylądować na jednym z okolicznych pól, lecz na skutek uszkodzenia podwozia rozbił maszynę; miejscem, gdzie to się stało były właśnie Krzyżowniki (pole zlokalizowane gdzieś na terenie dzisiejszych Smochowic). Por. Wyrwickiemu tym razem udało się ujść z życiem – zginął dziesięć lat później walcząc z niemiecką Luftwaffe pod niebem Francji.

Niestety, filmu „Gwieździsta eskadra” nie można dziś obejrzeć, bo wszystkie jego kopie zaginęły. Przypuszcza się, że w związku z historią, którą opowiada, czyli wojną polsko-bolszewicką (i to z udziałem Amerykanów), zostały skonfiskowane w czasie II wojny światowej przez wkraczające do Polski oddziały NKWD. Ocalało zaledwie kilka kadrów.

Być może ktoś z czytelników wie, np. ze wspomnień swych dziadków (albo może ich jeszcze o to zapytać), w którym miejscu rozbiła się maszyna por. Wyrwickiego – wówczas proszę o kontakt.

(źródła: Dziennik Poznański, wydanie z 14 listopada 1929 r.; Meissner J., Wiatr w podeszwach, Warszawa 1971)

niedziela, 1 lutego 2015

Wczesnohistoryczna osada w poznańskich Krzyżownikach

30 marca 1937 r. dr Aleksandra Karpińska, pracownik Muzeum Prahistorycznego w Poznaniu, przeprowadziła w Krzyżownikach, na terenie sadu należącego do gospodarza Stanisława Jaskuły, badanie archeologiczne, podczas którego stwierdziła obecność w tym miejscu średniowiecznej osady. W archiwach poznańskiego Muzeum Archeologicznego zachowała się następująca sporządzona przez nią notatka (patrz: zdjęcie): 

Notatka dr A. Karpińskiej
(kliknij, aby powiększyć)
„Krzyżowniki, stan. II

D. 25-go marca 1937 zawiadomił nas p. Stan. Jaskuła, gospodarz z Krzyżownik, że w nowo założonym sadzie jego natrafiono przy kopaniu dołów pod drzewa na kamienie i na skorupy. Badania [wyraz nieczytelny] nastąpiły d. 30 marca 1937. Stwierdziłam na miejscu, że znajdowała się tu duża osada średniowieczna i młodsza, kopanie próbne wykazało fundamenty z kilku warstw kamieni, poniżej znalazły się skorupy wczesnohist., czarna przepalona ziemia w głębokości 60 cm. Należałoby całą tę przestrzeń splanować w kierunku poziomym, wystąpiłyby wtedy zarysy starszych i młodszych chat wzgl. osad. – Skorupy leżą na całej przestrzeni sadu, zebrałam tylko niewielką ilość z południowo wschodniej i połudn. części sadu. [podpis]”

A. Karpińska uzyskała tytuł doktorski w 1925 r., a jej praca zatytułowana Kurhany z okresu rzymskiego w Polsce ze szczególnem uwzględnieniem typu siedlemińskiego była pierwszą napisaną pod kierunkiem prof. Józefa Kostrzewskiego, wybitnego archeologa i mieszkańca okolic opisywanych w tym blogu. Dr Karpińska do II wojny światowej była asystentką prof. Kostrzewskiego i pracownikiem naukowym Muzeum Prahistorycznego w Poznaniu (w 1949 r. nastąpiła zmiana  nazwy tej instytucji na obecną: Muzeum Archeologiczne). Podczas okupacji aresztowana przez niemiecką tajną policję i uwięziona w katowniach Fortu VII; 25 kwietnia 1940 r. przewieziona do kobiecego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück w Brandenburgii. Jej dalszy los pozostaje nieznany.

(Źródła: Muzeum Archeologiczne w Poznaniu, „Lustracja terenowa A. Karpińskiej w miejscu odkrycia osady średniowiecznej na terenie Krzyżownik (stan. 2)” w zespole: Dokumentacja wykopalisk archeologicznych w Poznaniu i okolicach 1892–1937 (CYRYL Cyfrowe Repozytorium Lokalne Poznań, [CYRYL_2_0_28_0002]); Wykaz imienny Polek więźniarek politycznych obozu Ravensbrück opracowany przez Janusza Stankiewicza na podst.: Kiedrzyńska W., Ravensbrück, Warszawa 1965; Kostrzewski J., Z dziejów mego życia, Poznań 1970).

piątek, 30 stycznia 2015

Smochowice i Krzyżowniki – od kiedy w granicach Poznania?


Wśród mieszkańców Krzyżownik i Smochowic panuje przekonanie (oparte na świadectwie starszych mieszkańców), że obszar, który zamieszkują został włączony do Poznania podczas II wojny światowej. Czy jest ono zgodne z prawdą?

I tak, i nie, bo rzeczywiście 1 kwietnia 1940 r. niemieckie władze okupacyjne włączyły do Poznania gromady Krzyżowniki, Psarskie i Ławicę (również: Chartowo, Fabianowo, Junikowo, Naramowice, Strzeszyn, Świerczewo i Żegrze, a w 1942 r. także Garaszewo, Krzesiny, Minikowo, Spławie i Starołękę), a trzy tygodnie później, 22 kwietnia, nadburmistrz Scheffler zatwierdził nowy podział miasta na 17 dzielnic – większa cześć obszaru dzisiejszego Osiedla Krzyżowniki-Smochowice znalazła się w dzielnicy Steineck (Ławica); jedynie jego wschodnia, niewielka część już wcześniej znajdująca się w granicach miasta, pozostała w dzielnicy Jersitz (Jeżyce).

Rozwój terytorialny
Poznania w latach 1925-1950
(kliknij, aby powiększyć)
Bezprawie

Ale czy było to włączenie do Poznania czy raczej do niemieckiego miasta Posen, które według prawa w ogóle nie istniało? Rzeczpospolita Polska i III Rzesza Niemiecka nie podpisały traktatu pokojowego i dekrety o wcieleniu Wielkopolski do Niemiec były niezgodne z prawem międzynarodowym, a co za tym idzie wszelkie dalsze wynikające z nich decyzje – także te dotyczące zmian granic Poznania. Już w listopadzie 1939 r. przypomniał o tym Władysław Raczkiewicz, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na wychodźstwie, publikując dekret o nieważności aktów prawnych władz okupacyjnych.

Zatem dlaczego przyłączone wsie po zakończeniu wojny nadal pozostawały w granicach miasta? Zdecydowały względy praktyczne – chodziło o uszanowanie interesów ludności zamieszkującej przyłączone obszary, która przez kilka wcześniejszych lat, pomimo ciężarów okupacji związała swoje życie z miastem; poza tym zakładano, że w niedalekiej przyszłości obszar Poznania i tak będzie musiał zostać powiększony.

Prowizorka

Władze miasta pod kierownictwem prezydenta Feliksa Maciejewskiego nie mogły uznać legalności decyzji okupanta, ale też nie mogły czekać aż kwestią granic Poznania zajmą się władze państwowe (wciąż trwała wojna, a sytuacja polityczna była bardzo skomplikowana). Dlatego 14 marca 1945 r. odbyła się konferencja prezydenta miasta ze starostą powiatu poznańskiego, w wyniku której zawnioskowano do Pełnomocnika Rządu Tymczasowego RP na Województwo Poznańskie o zgodę na pozostawienie terenów przyłączonych przez Niemców w administracji miasta do czasu uregulowania ich statusu przez kompetentne władze; 26 marca pełnomocnik wydał taką zgodę.

Decyzja premiera Cyrankiewicza

Taka prowizoryczna sytuacja trwała do 14 października 1950 r., gdy w końcu Rada Ministrów wydała legalizujące ten stan rozporządzenie.

Zatem Krzyżowniki i Smochowice były włączane do Poznania trzykrotnie: w 1940 r. – faktycznie choć nielegalnie; w 1945 r. – oparciu o wątpliwe prawo i prowizorycznie; i w 1950 r. – legalnie choć przez rząd, którego władza była w Polsce tak samo legalna jak ta Artura Greisera.

Źródła: Dekret Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej z dn. 30 listopad 1939 r. o nieważności aktów prawnych władz okupacyjnych, Dziennik Ustaw RP (opublikowany w Angres we Francji, 2 grudnia 1939 r.) nr 102, poz. 1006; pismo sporządzone w dn. 15 maja 1945 r. przez mgr. (N.) Choję, naczelnika wydziału X Zarządu Miasta Poznania (L. dz. X/1 – 298/45r.), Archiwum Państwowe w Poznaniu, Miejska Rada Narodowa, sygn. 94 [dziękuję p. Krzysztofowi Grzybowskiemu za udostępnienie kopii dokumentu]; Rozporządzenie Rady Ministrów z dn. 14 października 1950 r. w sprawie zmiany granic miast: Poznania, Gniezna, Torunia i Zawiercia, Dziennik Ustaw 1950, Nr 48, Poz. 436; Mrugalska-Banaszak M., Rozwój przestrzenny Poznania w dwudziestoleciu międzywojennym - postulaty badawcze, w: Lata dwudzieste, lata trzydzieste, Kronika Miasta Poznania nr 4, 1996.

wtorek, 27 stycznia 2015

Jeszcze o dworze w Krzyżownikach,
geście pana Pieluchy i paradoksie historii


Przed kilkoma dniami pisałem o zapomnianym dworze w poznańskich Krzyżownikach, przypominając, że w 1909 r. folwark wystawiony na sprzedaż przez Michała Pieluchę został kupiony przez firmę Marcina Biedermanna, wielkopolskiego bankiera i pośrednika handlu ziemią skutecznie konkurującego z niemiecką Komisją Kolonizacyjną. 


Wyc. z Dziennika Poznańskiego
z 11 i 28 listopada 1909 r.

(kliknij, aby powiększyć)
Dziś publikuję kopię oferty kupna folwarku w Krzyżownikach zamieszczoną w „Dzienniku Poznańskim” 11 listopada 1909 r. i kopię informacji o tym, że folwark został zakupiony przez firmę mającą pośredniczyć w sprzedaży, opublikowaną w tej samej gazecie w dniu 28 listopada. 

Na szczególną uwagę zasługuje wzmianka dotycząca gospodarza Pieluchy zawarta w informacji o kupnie, która głosi: „Podnieść się godzi, że p. Pielucha oddał majątek w ręce polskie, pomimo, że z obcej strony mógł był uzyskać znacznie wyższą cenę”. 

Potomkowie Michała Pieluchy, którzy do dziś mieszkają w Krzyżownikach-Smochowicach, mają kolejny powód do dumy. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że to stare polskie nazwisko można znaleźć w źródłach dotyczących parafii kierskiej już w połowie XIX w., kiedy Piotr Pielucha z Baranowa został wybrany rendantem (skarbnikiem) szkoły w Krzyżownikach. Innego Pieluchę Kaziemierza, w 1937 r. gospodarze uczynili prezesem krzyżownickiego Kółka Rolniczego. Także sołtys Krzyżownik Andrzej Piechocki, wybrany w 1923 r., pochodził z rodziny Pieluchów – tuż po objęciu urzędu, 20 stycznia, wojewoda poznański zezwolił Andrzejowi i jego żonie Jadwidze z Wachowiaków Pieluchowej oraz ich dzieciom na zmianę nazwiska na Piechoccy. Cóż, to bardzo dawne polskie nazwisko o etymologii odnoszącej się do pieleszy (legowiska, kryjówki), zaczęło nabierać dzisiejszego znaczenia, które dla części noszących je osób pewnie było nieznośne. Nietrudno to zrozumieć, ale tym bardziej należy docenić tych Pieluchów, którzy przy nim trwają (jest ich w Poznaniu i okolicy 69 osób).

Kończąc, warto wspomnieć, że Marcin Biedermann, ów patriotyczny przedsiębiorca tak skutecznie walczący z germanizacją Wielkopolski, ale także Śląska i Mazur (finansował tamtejszą polską prasę i szkolnictwo), po wybuchu I wojny światowej został powołany w szeregi armii pruskiej – pomimo ukończonego 50 roku życia! – i poległ 26 czerwca 1915 r. podczas walk o Les Ésparges w Lotaryngii. Paradoks historii.